Laboratorium Idei

Kulturalnie

Polityka i społeczeństwo

Historia

Polscy prekariusze, łączcie się!

Określenie „prekariat” po raz pierwszy pojawiło się w latach 80. XX wieku, używane było przez francuskich socjologów. Pojęcie wywodzi się z języka francuskiego i jest połączeniem słowa précaire- „niepewny” oraz prolétariat- „proletariat”.
Termin rozpropagowany został jednak przez Guy’a Standinga, brytyjskiego ekonomistę, profesora University of London. W niniejszym artykule pragnę pochylić się nad jego książką pt. „Karty Prekariatu”. Na wstępie podkreślić należy, iż książka napisana została z pozycji lewicowej. Przykładowo, autor w wielu miejscach opowiada się za traktowaniem imigrantów jako pełnoprawnych członków społeczeństwa, mających prawo do stabilnego zatrudnienia. Niemniej jednak pozycja warta jest przeczytania, ponieważ Standing w genialny sposób opisuje patologie wytworzone przez współczesny kapitalizm i przedstawia ciekawe rozwiązania na przezwyciężenie ich.
Prekariat składa się z ludzi żyjących z pracy wykonywanej na niepewnych stanowiskach, która przeplata się z okresami bezrobocia. Co do zasady doświadczają oni niepewności życiowej w zakresie dostępu do mieszkalnictwa i publicznych zasobów.
Prekariatowi brakuje de facto wszystkich form bezpieczeństwa związanego z pracą, o które walczyła kiedyś stara klasa robotnicza. Niestabilność pracy jest stałym elementem globalnego kapitalizmu. Wielonarodowy kapitał domaga się bowiem elastycznego zatrudnienia i może osiągnąć je w każdej części świata.
Standing zaznacza, iż prekariat nie jest klasą jednorodną, dzieli ją na „narzekających” i „uśmiechniętych”, którzy akceptują swoje położenie. Pierwszą grupę tworzą ludzie wyrzuceni ze wspólnot robotniczych i rodzin. Ich rodzice i dziadkowie byli robotnikami, a ich pozycja wiązała się z umiejętnościami i szacunkiem. Dlatego „narzekający” zazwyczaj z tęsknotą patrzą w przeszłość i pytają, dlaczego życie nie może wyglądać tak jak kiedyś. Do grupy tej należą przede wszystkim imigranci, mniejszości etniczne, czy osoby starające się o azyl. Porównują oni swoją obecną sytuację do doświadczeń związanym z „domem” lub poprzednim, utraconym światem.
Jest także trzecia, szybko rosnąca odmiana prekariatu. Składa się ona z wykształconych osób, którym obiecano świetlaną karierę opartą na rozwoju osobistym. Osoby te nie wykonują pracy, którą chcieli wykonywać i mają niewielkie szanse, aby wykonywać ją w przyszłości.
Jednym z czynników przyczyniających się do powstania prekariatu jest globalna restrukturyzacja zatrudnienia. Przykładowo, między 2008 a 2010 rokiem firmy z siedzibą w USA zlikwidowały tam 2,9 mln miejsc pracy i zwiększyły ich liczbę za granicą o 2,4 mln. W 2012 roku aż 1/5 japońskiego wytwórstwa odbywała się poza Japonią. W przypadku elektroniki było to 30%, w przypadku samochodów ponad połowa. Migracja ludności przybiera obecnie globalne rozmiary, jest to co do zasady migracja cyrkulacyjna i krótkoterminowa, rzadko osiedleńcza. Kraje należące do OECD postawiły natomiast na gospodarkę „rentierską”, przyciągającą zagraniczny kapitał za pomocą ulg podatkowych. Przykładowo, w 2012 roku dochody korporacji w stosunku do całości dochodu narodowego sięgały aż 13,6%. Nie doprowadziło to jednak do wzrostu w krajowych inwestycjach czy zatrudnieniu.
Początek XXI wieku to gwałtowny wzrost biedy i niepewności. W krajach UE na początku nowego stulecia liczba osób zagrożonych ubóstwem wzrosła w 2011 roku do ¼ ludności, czyli 120 mln. Dzięki transferom socjalnym wskaźnik ten udało się zredukować do 17%. Jako osoby „zagrożone ubóstwem” rozumiemy tu zarabiających mniej niż 60% przeciętnego dochodu rozporządzalnego, osoby pracujące przez mniej niż 20% ustawowego tygodnia pracy oraz ludzi żyjących w warunkach „głębokiej deprawacji materialnej”, niezdolnych do zaspokojenia co najmniej 4 z 9 podstawowych potrzeb (opłacenie czynszu, tygodniowe wakacje raz w roku, samochód, pralka lub codzienny pożywny posiłek). Kraje OECD charakteryzują się dużym rozwarstwieniem społecznym. I tak podczas gdy większość krajów znalazła się w stagnacji, giełdy nie przestawały kwitnąć. W 2012 roku przeciętna wartość akcji wzrosła o 25%. Zwiększyły się również pensje i dodatki wypłacane finansistom.
Podczas gdy państwa skupiają się na pomocy bankom i korporacjom, zwiększa się jednocześnie dług osobisty obywateli. Jednym z efektów tego stanu rzeczy jest rozwój tzw. „chwilówek”, które wpychają prekariat w jeszcze większą niepewność. Największa brytyjska firma oferująca chwilówki, Wonga, na swojej stronie internetowej zarzeka się, iż pożycza pieniądze tylko klientom z małym marginesem ryzyka. W rzeczywistości jednak w 2011 firma poniosła stratę w wysokości 76,8 funtów (równowartość 41% swoich rocznych przychodów), ponieważ liczne pożyczki okazały się być niemożliwe do spłacenia.
Podkreślić należy, iż prekariat składa się w dużej mierze z osób wykształconych. Wiele osób kończących studia nie wie jednak do końca jakie kwalifikacje zdobyło. Przykładowo, w 2012 roku w USA niemal połowa absolwentów college’ów pracowała w miejscach, w których posiadanie dyplomu było zbędne. Podobnie rzecz ma się w Europie. We Włoszech tylko 77% absolwentów uniwersytetów znajduje jakąkolwiek pracę w ciągu roku po ukończeniu studiów (europejska średnia wynosi 82%), zazwyczaj jest to jednak praca poniżej ich kwalifikacji. Narastająca z tego powodu frustracja przybiera globalny charakter.
W krajach OECD mnożą się tak zwane „fuchy bez perspektyw”, zniechęcające pracowników do trzymania się tego rodzaju zatrudnienia. Prawdziwe rozmiary prekeriatu pozostają co prawda zagadką, jednak w wielu krajach da się oszacować liczbę niestabilnych miejsc pracy. Przykładowo, w 2011 roku w Polsce 27% dorosłych pracowników, oraz 65% tych poniżej 30 roku życia, była zatrudniona na tak zwanych „śmieciówkach”.
Normą stały się ponadto tak zwane umowy zero godzin, które zobowiązywały firmy do płacenia tylko za przepracowane godziny zlecane pracownikowi. Przykładowo, w Wielkiej Brytanii pomiędzy rokiem 2005 a 2012 liczba takich umów zwiększyła się aż czterokrotnie. Inną patologią są natomiast agencje pracy i tak zwane pośredniaki. Globalni gracze tacy jak Adecco, Manpower czy Randstad każdego dnia wysyłają do pracy setki tysięcy pracowników tymczasowych, kończących bardzo często na umowach zero godzin.
Innym zjawiskiem, które należy wiązać z prekariatem, jest zejście z tzw. ścieżki zawodowej. Sondaż przeprowadzony przez berliński Trendence Institute w 2013 roku wykazał, iż wśród absolwentów studiów biznesowych, którzy kojarzeni się raczej z dużymi szansami na zatrudnienie, większość martwi się o swoją karierę- 92% w Grecji, 89% w Hiszpanii, 88% we Włoszech, 66% w Wielkiej Brytanii, 54% we Francji i 42% w Niemczech.
Powodem takiego stanu rzeczy jest powszechne przenoszenie pracy za granicę, tzw. offshoring. Zjawisko to wciąż rośnie, wzmacniając niepewność zawodową i zaburzając możliwość robienia kariery czy osiągania awansu społecznego. Przykładem może być tu poddawanie offshoringowi zajęć takich jak wysoko płatne zadania z zakresu księgowości, analizy finansowej czy programowania komputerowego. Rodzi się w tej sposób swego rodzaju segregacja zawodowa- elity i salariat w bogatych państwach, obok nich natomiast przedstawiciele eksportowanych zawodów średniej rangi.
Podkreślić należy, iż problem niepewności zawodowej dotyka również osób zatrudnionych w korporacjach na stanowiskach kierowniczych. Przeciętny czas sprawowania funkcji wykonawczych nieustannie spada, zwiększa się grupa menadżerów tymczasowych. Dawniej literatura ekonomiczna głównego nurtu postrzegała menadżerów jako kluczową postać kapitalizmu XX wieku. Dzisiaj natomiast funkcje związane z zarządzaniem są zlecane na zewnątrz. Struktura klasowa reprodukowana jest więc również w ramach pionu kierowniczego- występuje tam bowiem elita, profesjonicy, salariat i prekariat. Elita otrzymuje za swoją pracę ogromne sumy pieniędzy. Osoby na granicy prekariatu walczą natomiast o pozostanie w interesie.
Z trendem tym wiąże się wiele niebezpieczeństw. Tymczasowi menadżerowie zatrudniani są na kilka miesięcy i w ramach firmy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje decyzje. Wywiera się na nich nacisk, by byli bezlitośni. Firmy często zatrudniają ich po to, aby wprowadzali niepopularne zmiany i zwalniali lojalnych pracowników.
Kluczem do zrozumienia restrukturyzacji dochodu społecznego jest zanikanie pozapłacowych form wynagrodzenia, które dawały pracownikom pewien stopień bezpieczeństwa. Ze świadczeń tych korzysta jednak salariat, stopniowo tracą je natomiast grupy znajdujące się na dole drabiny społecznej. Idealnym przykładem jest tu Detroit, uważany za uosobienie amerykańskiego snu, matecznik obywatelstwa przemysłowego. Gdy globalizacja dokonała jednak deindustrializacji miast takich jak Detroit, utrata stanowisk oznaczała, że rosnący odsetek kosztów pracy przeznaczony był na świadczenia dla byłych pracowników. Kiedy miasto w lipcu 2013 ogłosiło upadłość, jego tymczasowy zarządca powiedział, że będzie dążył do cięć w opiece zdrowotnej i świadczeniach emerytalnych dla pracowników. Wydarzenia z Detroit mają niestety swoje odzwierciedlenia na byłych obszarach przemysłowych w wielu krajach.
Standing zauważa, że źródeł obecnej sytuacji należy szukać w latach 80., kiedy zarówno liberalne, jak i socjaldemokratyczne rządy porzuciły solidarystyczne podstawy systemu opieki społecznej. Idealnie oddaje to okrzyk bojowy Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo”. Polityka społeczna zdominowana została przez „branie na celownik” osób ubogich. Argumentowano, iż różnego rodzaju świadczenia powinny trafiać tylko do nich. Pogląd ten prowadzi w efekcie do dzielenia społeczeństwa na tych, „którym się należy” oraz tych, którym się „nie należy”.
Autor staje na stanowisku, iż istnieje sprzeczność między gwarantowaniem każdemu prawa do życia w godności, a poglądem, że potrzebujący wsparcia powinni dostosować się do norm zachowania ustalonych przez państwo. Co ciekawe, właśnie ci, którzy wierzyli w ograniczenie roli państwa, byli pierwsi do żądania większej państwowej regulacji w wypadku osób potrzebujących pomocy. Regulacje te w sposób nieuchronny tworzą niestety pułapki ubóstwa- sytuacje, w których wiele osób stanęło w obliczu utraty świadczeń przekraczających dochód, jaki mogli uzyskać z dostępnych im nisko opłacanych prac. Pułapki prowadziły siłą rzeczy do zwiększenia liczby reguł, których złamanie skutkuje pozbawieniem uprawnień, a także wprowadzenie kar mających zwalczać dwa rodzaje pokusy nadużycia: decyzję o niepodejmowaniu nisko opłacanej pracy oraz ukrywanie niskich dochodów po to, by nie utracić świadczeń.
Politycy często przedstawiali ten problem jako konflikt pomiędzy „ciężko pracującymi Nami” a „Nimi”- leniwą bandą, która pasożytuje na świadczeniach opłacanych przez „Nas”. Przykładowo, w przemówieniu z czerwca 2012 roku David Cameron wyliczył siedemnaście pomysłów na reformę opieki społecznej, mających na celu zaoszczędzenie w budżecie 10 mld funtów. Swoje rozważania na ten temat zaczął od klasycznego rozróżnienia na „tych, który pracują ciężko i postępują właściwie” i tych, którzy otrzymują świadczenia. Nie wspomniał jednak, iż aż 60% ludzi otrzymujących świadczenia ma jednocześnie pracę i najprawdopodobniej wkłada duży wysiłek w przeżycie za niską pensję.
„Jeśli jesteś samotnym rodzicem żyjącym poza Londynem, jeżeli masz czworo dzieci i wynajmujesz dom przy wykorzystaniu dodatku mieszkaniowego, możesz otrzymywać nawet 25 tys. funtów rocznie. To więcej niż przeciętne płace na rękę robotnika rolnego i przedszkolanki razem wzięte”- tłumaczył Cameron. Nie zażądał przy tym jednak podniesienia niskich płac dla przedstawicieli tych właśnie zawodów.
Co ciekawe, powyższa manipulacja opinią publiczną powiodła się. Według ankiety British Social Attitudes przeprowadzonej przez NatCen Social Research, większość ludzi wierzy, że gros bezrobotnych mógłby znaleźć pracę „gdyby naprawdę jej chciała”, a także, że świadczenia dla bezrobotnych są „zbyt wysokie i zniechęcają do pracy”.
Nowoczesny utylitaryzm demonizuje również młodzież. We wspomnianym przemówieniu z 2012 roku Cameron naszkicował obraz młodych żyjących z dodatków mieszkaniowych. Stanął na stanowisku, iż należy odmówić dodatków mieszkaniowych komukolwiek poniżej 25 roku życia, ponieważ osoby te nie wniosły jeszcze swojego „wkładu” w społeczeństwo.
Rzeczywistość wyglądu jednak inaczej- miliony młodych nie mogą „zaoszczędzić na przeprowadzkę”, ponieważ należą do prekariatu, pracę mają tylko sporadycznie i nieregularnie otrzymują świadczenia. W tej chwili młodzi doświadczają najwyższego bezrobocia i najbardziej prekarnej egzystencji. W 1990 roku prawdopodobieństwo bezrobocia w wypadku młodych było o 50% większe niż w wypadku pozostałych osób; w 2013 roku było już trzykrotnie wyższe.
Standing w swoich rozważaniach dochodzi do wniosku, iż współczesnemu społeczeństwu potrzeba ruchu przeciwstawiającego się Globalnej Transformacji. Wyróżnił przy tym pięć zasad sprawiedliwości:
1) Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa- polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko wtedy, gdy wzmacnia bezpieczeństwo najmniej zabezpieczonych grup w społeczeństwie.
2) Zasada antypaternalistyczna- polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko wtedy, gdy nie nakłada na wybrane grupy takiej kontroli, która nie jest narzucona większości wolnych grup w społeczeństwie. Neoliberałowie wierzą w wolny rynek, ale jednocześnie wkładają dużo wysiłku w budowanie ścisłych ram regulacyjnych, służących kierowaniu zachowaniem przedstawicieli prekariatu.
3) Zasada praw przed dobroczynnością- polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko wtedy, gdy wzmacnia prawa i nie zwiększa uznaniowej władzy tych, którzy zajmują się sprawami obywateli. Działalność charytatywna jest czymś mile widzianym, ale jednocześnie musi być marginalna.
4) Zasada godnej pracy- polityka jest sprawiedliwa tylko wtedy, gdy promuje zdolność do podjęcia takiej pracy, która przydaje godności o oferuje różnego rodzaju gratyfikacje. Wymaga to szacunku do wszystkich rodzajów pracy.
5) Zasada ekologicznego ograniczenia- polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko wtedy, kiedy nie powoduje ekologicznie szkodliwych efektów zewnętrznych. Niedopuszczalne jest tworzenie miejsc pracy, który skutkuje zwiększeniem zanieczyszczeń.
Po przedstawieniu ogólnego programu autor przechodzi jednak do szczegółów. Staje na stanowisku, iż kluczem do poprawy losu prekariatu jest uznanie i docenienie wszystkich form pracy, nie tylko jej płatnej postaci. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której oczekuje się od ludzi, iż czynności związane z pracą zarobkową wykonywać będą w wolnym czasie. Współczesną politykę charakteryzuje natomiast maksymalizacja liczby miejsc pracy- niezależnie od tego, z jak bezcelowymi i poniżającymi aktywnościami one się wiążą. Należy również wprowadzić zachęty sprzyjające odchodzeniu od skomplikowanych procedur rekrutacyjnych. Oprogramowania służące „prześwietlaniu” osoby aplikującej muszą być zgodne z kodeksami etycznymi. Należy pamiętać, iż poszukiwanie pracy jest czynnością pochłaniającą mnóstwo pracy. Automatyczne filtry odsiewają natomiast wielu wykwalifikowanych kandydatów, zanim jakiekolwiek osoby przystąpią do procedury selekcji. A jest to tylko pierwszy etap. W przypadku stanowisk przeznaczonych dla absolwentów szkół wyższych czymś typowym jest przechodzenie przez wiele czasochłonnych rund oraz stresujących rozmów i testów.
Kolejnym elementem programu powinno być uregulowanie elastycznego zatrudnienie. Przykładowo, regulacjom powinny zostać poddane staże, które dla wielu są wstępem do prekarnego życia. Ponadto zlikwidowane powinny być umowy typu zero godzin. Pracownik zatrudniony na tego typu umowę znajduje się w szarej strefie, nie zarabia, ale też nie otrzymuje świadczeń. Nieszczęściem jest to, iż duża liczba tego typu umów jest na rękę rządzącym, ponieważ obniżają one statystyki bezrobocia.
Prekariat potrzebuje niewątpliwie głosu w postaci różnego rodzaju wspólnot i stowarzyszeń zawodowych. W modelu neoliberalnym oczekuje się, iż nie będzie cechował się on żadną sprawczością. Państwo traktuje ich jako ludzi, których należy oceniać, reformować, sankcjonować, popychać, szkolić, uczyć „większej odpowiedzialności” itp. Należy ponadto zrobić wszystko, aby zlikwidować tak zwane pułapki ubóstwa i prekarności. Współcześnie rządy zniechęcają prekariuszy do podejmowania pracy, aby następnie przedstawić ich jako „leniwych” i „nierobów”. Zredukowano jednocześnie średnią oraz krańcową stopę podatkową dla dobrze i średnio zarabiających, twierdząc, że grupy te potrzebowały więcej motywacji do pracy, oszczędzania i inwestowania. W tym samym czasie świadczenia socjalne zostały przekształcone w system oparty przede wszystkim na sprawdzaniu środków.
Jeszcze przed nadejściem ery globalizacji filarem wszystkich systemów zabezpieczeń socjalnych w Europie było ubezpieczenie społeczne. W ramach tych systemów osoby obciążone niskim ryzykiem niepomyślnych zdarzeń (bezrobocie, wypadki itp.) subwencjonowały tych, dla których to ryzyko było wysokie. Działały one dość dobrze, ale tylko pod warunkiem, że większość ludzi płaciła składki. Gdy jednak rynki pracy stały się bardziej elastyczne, zmniejszyła się liczba uprawnionych do pełnych świadczeń, ze względu na luki w historii składek. Mechanizmy ubezpieczenia społecznego znalazły się w tarapatach, kiedy salariat zrozumiał, iż jego dochody pozwalają na wypisanie się z systemu. Dlatego z czasem świadczenia miały trafiać tylko i wyłącznie do osób znajdujących się w finansowej potrzebie. Tu jednak pojawia się problem: w jaki sposób zmierzyć ubóstwo, w jaki sposób określić kto jest biedny? Jeśli osoba bezrobotna otrzymuje 100 funtów tygodniowo w zasiłku, a następnie podejmuje nisko płatną pracę na niepełny etat (również za 100 funtów tygodniowo) i traci przy tym świadczenia, to zysk z podjęcia pracy wynosi zero. Sytuacja ta jest przykładem pułapki ubóstwa i nie powinna mieć miejsca.
Kolejnym elementem programu powinna być reforma edukacji. Współcześnie kształcenie ma na celu przede wszystkim przygotowanie ludzi do bycia pracownikami. Bardzo często zapomina się, iż edukacja to nie tylko „zasilanie biznesu”, ale również swego rodzaju droga do mądrości, pobudzanie ciekawości i twórczego myślenia. Nie każdy może lub chce dostać pracę w londyńskim City, społeczeństwo potrzebuje również filozofów, poetów, archeologów czy historyków. Globalizacja edukacji umniejsza tradycjom wielkich centrów nauczania. Każdy uniwersytet nieco inaczej rozkłada bowiem akcenty między przedmiotami czy formami nauczania. Współcześnie jednak programy nauczania stają się coraz bardziej ujednolicone.
Standing jest zwolennikiem powszechnego dochodu podstawowego. Kwota tego dochodu powinna być wystarczająca do przeżycia, aczkolwiek nie do zapewnienia pełnego bezpieczeństwa. Argumentem etycznym przemawiającym za takiego typu rozwiązaniem jest to, iż bogactwo każdego członka społeczeństwa jest przede wszystkim efektem wysiłków naszych przodków. Nie wiemy jednak którzy dokładnie przodkowie wnieśli większy lub mniejszy wkład w to bogactwo. Być może niektórzy z nich niesprawiedliwie cierpieli i nie mogli przekazać bogactwa swoim potomkom. Do tego dochodzi jeszcze argument ekonomiczny: systemy ubezpieczenia społecznego mogły nieźle funkcjonować, jeśli większość mogła wnieść swój wkład w fundusz ubezpieczeniowy i jeśli ludzi dotyczyło równe prawdopodobieństwo wypadku. Współcześnie jednak indywidualizm i elastyczność uczyniły wyniki coraz bardziej nierównymi. Część siły roboczej nie jest w stanie płacić wystarczających składek.
Czy dochód podstawowy w ogóle jest możliwy do sfinansowania? Tak, pod warunkiem, że dojdzie do przesunięcia środków wydawanych na subwencje, ulgi podatkowe i świadczenia uzależnione od środków. Dochód podstawowy wytworzyć mógłby ponadto większe wpływy podatkowe, ponieważ skłoniłby większą część siły roboczej do przejścia z szarej strefy do systemu podatkowego.
Nie ma powodów, aby uważać, iż dochód podstawowy skłoniłby ludzi do lenistwa. Większość ludzi nie zadowoli się środkami z dochodu podstawowego, wskazują na to liczne badania psychologiczne czy badania opinii publicznej. Zachętą do niepodejmowania pracy wydają się być natomiast liberalne świadczenia uzależnione od dochodów. Przejście od świadczeń do nisko płatnej pracy jest bowiem nieracjonalne.do nisko płatnej pracy jest bowiem nieracjonalne.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż poprawa trudnego położenia prekariatu powinna być jednym z podstawowych celów Obozu Narodowo-Radykalnego. Propaganda liberałów odniosła sukces również w Polsce. Każdy z nas niewątpliwie spotkał się z poglądem, iż problemy takie jak bezrobocie czy bezdomność dotykają tylko ludzi leniwych. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Nie można bowiem wymagać od nikogo, aby podejmował pracę nisko płatną lub pracę poniżej jego kwalifikacji. Konieczne jest, aby prawodawstwo zapewniało każdemu Polakowi możliwość stabilnego zatrudnienia. Warto również pochylić się nad ideą bezwarunkowego dochodu podstawowego. Liczne argumenty przemawiają bowiem za tym, iż rozwiązanie to mogłoby się sprawdzić w praktyce.

Magłorzata Jarosz