Laboratorium Idei

Kulturalnie

Polityka i społeczeństwo

Historia

Kolorowe Ptaki

Na ulicach polskich miast, a śmiem twierdzić, że także na ulicach miast innych krajów przybywa coraz więcej tęczowej młodzieży. Dla nas – nacjonalistów, jest to zjawisko zgoła przerażające, ponieważ dostrzegamy drugie dno ideologii tolerancjonizmu i zagrożenia, które ze sobą niesie. Niestety przypatrując się temu globalnemu trendowi nie sposób oprzeć się wrażeniu, że tendencja jest zbyt potężną siłą, by ośrodki narodowe i szeroko pojęte – tradycjonalistyczne, miały szansę się jej przeciwstawić. Nim jednak popadniemy w marazm i rezygnację warto spojrzeć na globalne zmiany z nieco szerszej historycznej perspektywy sposobu w jaki kształtuje się historia. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kim tak naprawdę jest ta tęczowa młodzież i w jaki sposób powinniśmy podchodzić do tego negatywnego zjawiska, pozostając na gruncie personalizmu chrześcijańskiego oraz miłosierdzia, a zarazem nie popadać w paranoiczną doktrynę tolerancjonizmu. Warto zadać sobie pytanie, kim w tej ideologicznej brei są przeciętni nastolatkowie, skąd pochodzi popularność tego fenomenu i jak będzie wyglądała nasza przyszłość związana z jego efektami.
Odchodząc nieco od suchej analizy faktograficznej, poza analizą historyczną warto szukać odpowiedzi na nurtujące nas pytania w świecie przyrody. Najbardziej trafnym obrazem tęczowej młodzieży, której populacja nam wzrasta niczym grzyby po deszczu, są tropikalne kolorowe ptaki. Barwne upierzenie służy im głównie w celach wygrania konkurencji w trakcie godów. Nie są one najlepiej przystosowane do walki, nie mają umiejętności związanych z kamuflażem, a w chwilach zagrożenia mają bardzo wątpliwy arsenał mechanizmów obronnych pozwalających im ocalić życie. Ponadto w większości ptaki takie jak papugowate, zazwyczaj są bardzo towarzyskie i mają wysoce rozwinięty instynkt stadny. Podobieństwo do tęczowej młodzieży jest nieodparte. Włosy nastolatek pofarbowane na krzykliwe kolory, silny konformizm, brak zdolności do walki i orientacja głownie na hedonistyczne cele z podkreśleniem znaczenia popędu seksualnego w ich życiu przedstawia nam istny obraz ludzkich papug. I jako takie, same w sobie papugi nie należy postrzegać jako zagrożenie. Raczej jako nietypowy kolorowy element dżungli, który choć nie miałby szans w starciu z drapieżnym sokołem, czy orłem, to jednak dodaje lasom tropikalnym ich niezwykłego charakteru. Stanowi pewien wyraz dobrobytu klimatycznego, w którym takie ptaki mogły się wykształcić. Problem jednak pojawia się w społeczeństwie ludzkim, gdzie ekosystem nie jest regulowany łańcuchem pokarmowym. Zdaje się, że wzrastający trend papugizacji społeczeństwa cywilizacji zachodniej doprowadzi do stanu, w którym słabych i niezdolnych do walki kolorowych ptaków będzie dalece więcej niż tych zdolnych do zwalczania zagrożeń zewnętrznych. Naturalny mechanizm w przyrodzie w takiej sytuacji doprowadziłby do zjawiska, w którym naturalni wrogowie papug i drapieżniki, które się nimi żywią zaczęłyby ciągnąć do miejsca, gdzie tych zwierząt jest obfita ilość. Naturalnie wówczas spadłaby liczebność papug, a wzrosła liczba drapieżników aż do momentu, gdy nie będzie ich dość dużo, by wszystkie drapieżniki mogły się pożywić, lub gdy wśród nich występowało zbyt wiele konfliktów terytorialnych z powodu nadpopulacji.
Ludzkie społeczności jednak nie posiadają ani tak brutalnego mechanizmu wyrównującego konkurencyjne zestawy wartości, ani nie mają zdolności do racjonalnego balansowania poziomem pewnych idei w stopniu zapewniającym optimum dla wzrostu osobistego jednostek, które go tworzą. Wobec tego miejska dżungla staje się miejscem o wiele bardziej podatnym na społeczne anomalie i patologie niż taka prawdziwa, gdzie prawa natury automatycznie zmierzają do homeostazy i równowagi. Choć i natura nie zawsze jest w stanie sama dostroić się w przypadku jakiejś anomalii i wymaga wsparcia leśników, parków narodowych i innych instytucji chroniących zagrożone gatunki, o tyle w społeczeństwie brak jest jakiejkolwiek instytucji, której na takiej stabilizacji by zależało. Bo choć politycy i rządy, zgodnie z przeznaczeniem ich istnienia powinni dbać wspólnie o taką homeostazę społeczną, to jednak doskonale wiemy, że polityczna gra interesów jest zgoła o wiele prostsza do zrozumienia. O swoje partykularne interesy walczą zarówno całe partie polityczne, jak i poszczególni politycy, dążąc do pozycji wewnątrz własnej partii. Ta gra interesów jest w dodatku okraszona szerokimi i szemranymi kontaktami z biznesem i grupami lobbingującymi za określonymi rozwiązaniami, które są źródłem potężnych pieniędzy. W tak zarysowanym pandemonium interesów i interesików przebija się jednak instynkt stadny kasty rządzącej, który zdaje się być zgodny, co do jednej kluczowej zasady: im bardziej społeczeństwo jest skłócone, tym więcej naszych przekrętów zaakceptuje. Tak więc o ile w przypadku naruszenia równowagi w świecie zwierzą istnieją instytucje, które aktywnie pracują na rzecz ochrony zagrożonych gatunków i dbają o względne zachowanie równowagi w przyrodzie, o tyle w społecznościach ludzkich politycy i rządy działają dokładnie w przeciwnym kierunku.
Widząc zatem, jak w zasadzie w całym świecie cywilizacji zachodniej wzrasta w przerażającym tempie populacja kolorowych ptaków, a spada populacja drapieżników, nie możemy nie dostrzegać tego, że poza cywilizacją zachodnią wzrastają populacje drapieżników, które w naszych oczach mogą wywoływać tylko dzikie przerażenie. Arabscy imigranci obcinający głowy Europejczykom na londyńskich ulicach, czy też muzułmanie rzekami przelewający krew chrześcijan w krajach afrykańskich, według mediów są tylko i wyłącznie „ekstremistami”, „fanatykami” i „terrorystami”. Te magiczne łatki mają ich jakoby odczłowieczyć i uczynić złymi potworami podobnymi do tych, którymi rodzice zwykli straszyć małe dzieci. Mają budzić bliżej nieokreślony lęk, ale raczej abstrakcyjny i teoretyczny niż namacalny, śmierdzący krwią i zbliżający się wielkimi krokami do drzwi przeciętnego Europejczyka. Jeśliby jednak zrobić porównanie postaci przeciętnego kolorowego ptaka i muzułmańskiego nastolatka, to od razu będzie widoczna różnica między drapieżnikiem, a jego pokarmem. Trudno jednak dziwić się, że drapieżnik poluje i mieć do niego o to pretensje. W końcu jako osoba spoza naszego kręgu cywilizacyjnego nie musi zgadzać się co do naszej wykładni etycznej – zwłaszcza, gdy jesteśmy zbyt miękcy, by odpowiedzieć z odpowiednią stanowczością. Ukazywanie tej wręcz biologicznej różnicy, między przeciętnym Europejczykiem, a Arabem mogłoby pomóc otrząsnąć się ludziom z absurdalnych ideologicznych, progresywnych rojeń i powrócić do myślenia na pierwszym miejscu o bezpieczeństwie swoim i swoich bliskich, a nie o sprawach dewiacji seksualnych. Zazwyczaj jednak media żeby nie budzić naszych kolorowych ptaków z ich absurdalnych snów o walce z wyimaginowanym faszyzmem oraz by nie pokazywać im prawdziwych problemów z jakimi boryka się współczesny świat, po prostu nie przekazują informacji o problemach. W zamian tego pozwalają im nadal żyć w izolowanej bańce cywilizacji zachodniej i wewnątrz jej (jeszcze) bezpiecznych granic, toczyć swoje autodestrukcyjne działania zachwalając za to ich różnorodność, kolorowość i wrażliwość oraz konieczność ochrony. W tym zachowaniu przypominają leśnika, który ma miękkie serce dla papug, w związku z czym wybija wszystkie drapieżniki w okolicy i ma nadzieje, że nigdy nie nastąpi migracja drapieżników z innych regionów, bo teren który wytrzebił z drapieżników nie ma żadnej naturalnej ochrony, a on sam, niewiele będzie w stanie zdziałać przeciwko atakowi jakiegoś stada lub większej migracji drapieżników z innego regionu.
Poszukując źródeł popularności tęczowej ideologii wśród młodzieży należy patrzeć na środowisko w którym dojrzewa współczesna młodzież w sposób holistyczny. W ten sposób będziemy mogli dostrzec ogrom i istotność tego zjawiska, którego nijak nie jesteśmy w stanie ani zatrzymać, ani odwrócić, ani kontrolować, ani zwalczać. Jest to niemożliwe ze względu na charakter czynników, które czynią tę autodestrukcyjną ideę atrakcyjną dla młodzieży.
Pierwszym istotnym czynnikiem, który ma wpływ na zmianę charakteru przeciętnego Polaka, bo o takiej należy tutaj mówić, jest aksjologiczna pustka powstająca na etapie wychowania w naszych domach. Wychowanie przez rodziców nie jest we właściwy sposób prowadzone, a praca obojga rodziców, szybki tryb życia, pęd za karierą i trud życia na kredycie hipotecznym, to potężne czynniki, które wychowanie zmieniają w „hodowanie” oparte raczej na zaspokajaniu fizjologicznych potrzeb niż na kierunkowaniu młodego człowieka na właściwe wzorce i pracowanie nad jego właściwymi postawami. Kolejnym problemem, który powoduje kryzys wychowawczy jest luka pokoleniowa powstała na wskutek wymordowania polskich elit zarówno w czasach wojennych, jak i zorganizowanych masowych mordów, takich jak Operacja polska NKWD, czy też w czasach powojennych gdy komunistyczne rządy podległe sowietom prześladowały wojennych weteranów. Brak setek tysięcy wartościowych ludzi w naszej populacji, którzy stanowili elitę, posiadali silne kręgosłupy moralne, poczucie odpowiedzialności zarówno za rodzinę, jak i los narodu, sprawił, że Polska powojenna wyszła z o wiele większym odsetkiem ludzi małych, uległych władzy, „wyhodowanych” przez ciężko pracujących rodziców, gdzie rolę wychowawczą przejęły zdominowane przez komunistów placówki oświatowe. Niemałe piętno na polskiej szkole wychowania pozostawiły po sobie całe lata PRL-u, kiedy to służby łamały uczciwych ludzi, stosowały masową inwigilacje i sięgały do najgorszych sowieckich metod niszczenia ludzi, byle tylko utrzymywać kontrolę absolutną nad naszym narodem. Ogromna część polskich dusz została w tym okresie zbrukana w jakimś stopniu kompromisem i układami z aparatem władzy, który powodował upodlenie sumień i sprawiał, że ludzie stali się o wiele bardziej podatni na akceptację czynów niemoralnych, ponieważ sami nie mieli już nieskazitelnych sumień.
Wszystkie wskazane wyżej czynniki utworzyły klimat, w którym to bardzo niewielu ze współczesnych nastolatków mogło otrzymać te same wzorce na których wychowywali się tacy ludzie jak św. Maksymilian Maria Kolbe, czy rtm. Witold Pilecki. W efekcie większość z rodziców nie przekazała swoim pociechom ani właściwych wzorców, ani nawet niewłaściwych, ale za to spójnych zestawów wartości opartych o tradycję i prawdziwą historię – w nastoletnich duszach powstała aksjologiczna pustka. A, przyroda jak wiemy, nienawidzi pustki i musiała szybko znaleźć coś, co pozwoli ją skutecznie wypełnić.
Kolejnym czynnikiem, który w ogromnej mierze kształtuje postawy naszej „tęczowej młodzieży” jest dostęp do internetu. Choć dla wielu może się to wydawać absurdalnym twierdzeniem, bo w końcu przy pomocy internetu można obalić większość progresywnych bzdur po wpisaniu kliku fraz w google, to jednak uważam, że internet jako wynalazek zmienił całą strukturę społeczną oraz sposób budowania realcji międzyludzkich i zmienił sposób kreowania ludzkich postaw w sposób do dziś niezbadany.
Przede wszystkim internet jest doskonałym źródłem propagandy dla osób mających odpowiednio duże zasoby finansowe. Każda lansowana w social mediach idea, rozpływa się o wiele szerzej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Ta szerokość sprawia, że o wiele łatwiej jest trafić ze swoją propagandą do całych grup ludzi podatnych na określoną retorykę i zacząć w oparciu o taką bazę „obserwujących”, rozwijać globalne trendy. W chwili, gdy trend stanie się mainstreamem w internecie, do olbrzymich pieniędzy na promocję określonych materiałów dochodzi potężny mechanizm konformizmu i utworzenie wrażenia, że w towarzystwie „nie wypada” się nie zgodzić z dominującym poglądem. Wystarczy spojrzeć na warstwę językową, która objawia się w tym jak bardzo, poprzez korzystanie z internetu, staliśmy się społeczeństwem plemiennym. Gdy w marcu 2020 roku rozpoczęło się pandemonium związane z lockdownami i pandemią COVID-19, nikt z nas nie spodziewał się, że nieco ponad rok później ludzie będą dzielili się na „covidian”, „antyszczepów”, „covidiotów” i „foliarzy”, a nawoływanie do restrykcji i przymusowych sankcji stanie się mainstreamem. Obecnie jesteśmy o włos od tego, aby rządzący tylko troszkę podgrzewając emocje zmusili nas, do walki między sobą w imię wątpliwych idei opartych o wątpliwej jakość i wątpliwego pochodzenia informacje na tematy sporne, na które nie ma prostych odpowiedzi. Skoro jednak z całym społeczeństwem, a nie z samymi nastolatkami, dokonano tak dalece posuniętej tribalizacji, to jak uczestniczenie w sieci miałoby nie podziałać toksycznie na poszukiwanie wartości przez młodzież. Dość powiedzieć, że zbuntowana polska młodzież zdaje się nadal dziedziczyć po rodzicach pamiętających okres komuny, kompleks niższości, który wynikał z wyidealizowanej wizji świata zachodu i amerykańskiego wielkiego snu. W poszukiwaniu wzorców zatem dołączają do sieci i ulegają konformistycznym trendom, które skutecznie wypełniają aksjologiczną pustkę wartościami-wydmuszkami, które działają tylko dlatego, że są wzmocnione przekonaniem o ich współdzieleniu z milionami „cywilizowanych i postępowych” ludzi na całym świecie. Ponadto taka postawa zdaje się gwarantować nie tylko akceptację społeczną grupy rówieśniczej, ale jest także wręcz oczekiwana przez ośrodki kulturalne, oświatowe, social media i nawet biznes. Słowem cały cywilizowany świat stoi murem za tym, co wypływa z mainstreamu i nakazuje na wykluczenie pozostałych postaw określając je jako złe przy pomocy różnych „-izmów” albo „-fobii”.
Kolejnym z czynników, który składa się na świat generujący kolejne szeregi kolorowych ptaków, jest sama nieatrakcyjność idei alternatywnych, które zdają się bezkonkurencyjnie gorsze od obecnego mainstreamu. Jako przykład alternatywy dla ideologii LGBT weźmy zwyczajny umiarkowany konserwatyzm liberalny, czyli ideę dość powszechną w naszym kraju. Liberalny konserwatysta, choć ze swoim poglądem jest nieomal niegroźny dla jakiejkolwiek idei z powodu epitetu ‘liberalny’, to jednak nie ma on w swoim asortymencie w zasadzie żadnych narzędzi walki. Jego poglądy nie znajdą odzwierciedlenia na billboardach wielkich korporacji przypominających te z czasu „Pride Month”. Social media nie dadzą bana osobom, które nie lubią konserwatystów i obrażają ich uczucia religijne. Wchodząc do muzeów sztuki nowoczesnej nie znajdą wyrazów poszukiwania obiektywnej wolności opartej o poszanowanie wszystkich „nie szkodzących innym” idei etc. W grupie rówieśniczej zazwyczaj doczekają się delikatnego ostracyzmu i spojrzeń jak na dziwaków. Skala różnicy pomiędzy tym ile konserwatywny liberał zyskuje na wierze w swoje ideały, a tym jaką cenę płaci za tę niegroźną wiarę, jest ogromna. W przypadku, gdy młody człowiek z aksjologiczną pustką, którą odczuwa gdzieś na nieświadomym poziomie, poszukuje czegoś, czym mógłby ją wypełnić, prosta kalkulacja nakazuje uznać, że w szerokich masach raczej zacznie dominować ta idea, która gwarantuje lepszą i bardziej stabilną przyszłość oraz akceptację grupy niż jakieś niszowe poglądy, traktowane jako lekkie dziwactwo. Można zastanawiać się czemu pod lupę wziąłem akurat liberalny konserwatyzm, a nie Narodowy Radykalizm, jednak jest to dość oczywista sprawa. Po pierwsze szukałem idei nieco bardziej „strawnej” dla przeciętnego Kowalskiego, a po drugie do wszystkich idei „nieprogresywnych” będzie w różnym natężeniu i stopniu działał dokładnie ten sam mechanizm. Wobec tego jeśli konserwatywny liberalizm jako taka „bezpieczna” opcja nieprzyłączania się do mainstreamu ma szansę na poparcie wśród 20% naszego społeczeństwa, tak bardziej wyraziste i idące w przeciwną do progresywizmu stronę idee, mają dalece mniejsze szanse na poparcie.
Patrząc na listę powyższych argumentów nie sposób nie dostrzec faktu, że na większość spośród wyżej wymienionych problemów, które będą skutkowały dalszym rozwojem populacji kolorowych ptaków, nie możemy mieć wpływu. Nie wskrzesimy wymordowanych przodków, nie wychowamy nie-swoich dzieci, nie przekonamy ich potrzeby akceptacji i uczestniczenia w globalnym pochodzie „postępowych” ludzi, nie zdołamy odebrać globalnym korporacjom pieniędzy, ani zmienić ich zachowania, czy wpłynąć na promowane przez nie wartości. Ostatecznie nie ocenzurujemy internetu, i nie zdołamy sprawić, że społeczeństwo zacznie nas akceptować oraz szanować. Globalne prądy i potężne pieniądze, które już są zaangażowane w tę grę dalece przerastają moc sprawczą całego naszego państwa, a my nawet na własne państwo nie będziemy mieć większego wpływu.
Wobec tej gorzkiej pigułki i w obliczu szybko następujących zmian zmierzających w stronę globalizacji i zcentralizowanej władzy nad całym światem zachodu złożonego bardziej ze „stanów” niż państw narodowych, widzę tylko jedno ostateczne remedium w którym możemy pokładać nadzieję na przeciwstawienie się progresywnemu szaleństwu i naszej totalnej eksterminacji – utworzenie równie potężnego globalnego i międzynarodowego ośrodka zorientowanego na powstrzymanie ruchów globalistycznych. Wiedząc, że w innych narodach i państwach cywilizacji zachodniej, istnieją ludzie, którzy również są przywiązani do swoich krajów, swojej ziemi, kultury, historii i tradycji, a także zależy im na zachowaniu narodowej suwerenności na swoim autochtonicznym terenie – powinniśmy starać się budować alternatywę dla progresywnego świata, która pozwoli zachować nam równowagę polityczną i być może przetrwać nadciągający koniec świata jakiego znamy. Należałoby wówczas zbudować potężne ośrodki polityczne, biznesowe i kulturalne, które byłyby równie profesjonalne, rentowne i skuteczne w promocji idei, co współczesne zlewaczałe molochy. Mam tutaj na myśli utworzenie konkurencji dla korporacji takich jak Google, Facebook, Twitter, czy Youtube. Mam na myśli utworzenie konkurencji dla BBC, New York Times, czy też Ringer Axel Springer. Mam tutaj na myśli utworzenie politycznej idei nośnej dla młodzieży tak samo, jak tęczowe torebki z Ikei. Obecnie najbardziej klarującą się ideą, która w szerokim stopniu może być przyjęta w środowiskach młodzieżowych świata zachodu jest koncepcja powrotu do natury poparta popularnością ekologii oraz różnorodności – pojętej jako pielęgnacja lokalnego folkloru, który jest zagrożony przez galopującą makdonaldyzację. Oczywiście, świat przyspiesza, na naszych oczach zachodzą zmiany, które kiedyś odbywały się całymi wiekami, więc i na zbudowanie takiej alternatywy może być za późno. Całe szczęście, że my nie mamy dylematu, czy brać udział w budowaniu takiego świata, bo internet nie zapomina i jeśli tego nie zrobimy to za 20, a może 10, czy 5 lat do naszych drzwi może zapukać policja myśli, która będzie miała prawo odebrać nam wszystko.
Co jednak z samym pokoleniem kolorowych ptaków, jaki powinniśmy mieć do nich stosunek i czy powinniśmy próbować w jakikolwiek sposób zwalczać tendencję wzrostową w ich populacji? Otóż moim zdaniem nie powinniśmy absolutnie nic nie robić z tym prądem. Nie jest to wezwanie wynikłe z defetystycznego marazmu. Jest to zwyczajna kalkulacja naszych możliwości, potencjalnych skutków oraz nakładu pracy, jaki musielibyśmy włożyć, by dany efekt osiągnąć. Moim zdaniem pokolenie to należy już do straconych ludzi, ponieważ w całym pokoleniu jest już zbyt silnie zbudowane myślenie konformistyczne, a zatem, żeby zmienić sposób myślenia w tym pokoleniu, należałoby zmienić sposób myślenia pokolenia na poziomie globalnym – w innym razie, wszelkie próby dotarcia do tej młodzieży odbiją się od ich redut w postaci połączenia z innymi progresywnymi kolorowymi ptakami świata zachodu. Jedyne rozsądne zachowanie w bieżącej sytuacji to w mojej ocenie stanowcze odcięcie się od tej alternatywnej (dla świata rzeczywistego) rzeczywistości i robienie naszej mrówczej pracy bez oglądania się na jej efekty. W końcu, jeśli odpowiednio mocno się postaramy, to być może nasze wnuki zaczną zbierać pierwsze jej owoce. Na chwilę obecną naszym zadaniem jest zadbać o to, by te wnuki były i żeby potrafiły dostrzec te owoce. W innym wypadku ten artykuł będzie stanowił jeden z ostatnich tekstów wymierającego „faszyzmu”, a nasze wnuki będą wstydziły się swoich przodków. W końcu historię piszą zwycięzcy.

Jerzy Frodsom