Laboratorium Idei

Kulturalnie

Polityka i społeczeństwo

Historia

Polski powrót na „Szaniec Bolesławów”

Fragment przedwojennego plakatu przedstawiającego dawne granice Polski sięgające za Berlin
Osoby Lecha Karola Neymana nie trzeba przedstawiać chyba żadnemu szanującemu się działaczowi narodowemu. Przypomnijmy, iż przyszedł on na świat 7 lutego 1908 roku w Poznaniu. W 1932 roku ukończył studia prawnicze na poznańskim uniwersytecie. Był on jednym z czołowych ideologów ONR-ABC, a także wywodzącej się z tej organizacji konspiracyjnej Grupy „Szańca”. Od września 1944 roku do stycznia 1945 roku pełnił on funkcję komendanta Okręgu Krakowskiego NSZ, natomiast od marca 1945 roku funkcję komendanta Okręgu Pomorskiego Obszaru Zachodniego NSZ. Ostatecznie został on aresztowany 15 lutego 1947 roku przez władze komunistyczne i skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 12 maja 1948 roku.
W niniejszym artykule pragnę pochylić się nad niezwykle ciekawą pracą Neymana, pt. „Szaniec Bolesławów”. Powstała ona w 1941 roku i miała na celu przede wszystkim uzasadnienie konieczności oparcia granic Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej.
Termin „Szaniec Bolesławów” oznacza granicę polską na Odrze i Nysie łużyckiej. Neyman wskazuje, iż z Szańca Bolesławów zostaliśmy zepchnięci przez przemoc i zdradę, ale też przez nasze przesadne zapatrzenie na wschód. Postuluje przy tym odebranie Niemcom nie tylko Kalisza, Płocka, Poznania czy Gdyni, ale też Szczecina, Wrocławia, Rugii i Głogowa. Potępia metody niemieckie i nie zachęca do naśladowania ich, ale też, w imię elementarnej samoobrony, wzywa do odsunięcia niebezpieczeństwa powrotu Niemców na szlach margrabiów brandenburskich.
Neyman wskazuje, iż Mieszko I podbił Pomorzan w ramach akcji jednoczenia plemion lechickich, w celu obrony przez napierającym zalewem germańskim. Pomorze to nie tylko teren obejmujący ziemię od Wisły do Odry, ale też ziemię na lewym brzegu Odry, aż po Rugię.
Mieszko odebrał również Czechom cały Śląsk. Jego następca, Bolesław Chrobry, posunął granicę dalej na zachód. Przeszedł on przez Odrę, nie tylko w jej dolnym biegu, ale też i środkowym, podbijając resztę ziemi lubuskiej. Planował on ponadto dalsze jednoczenie pokrewnych plemion, a mianowicie Serbów łużyckich, Czechów i Słowaków. Odebrał Niemcom Łużyce i Milsko, podbił wreszcie, choć na krótko, Czechy, Morawy i Słowaczyznę. Ostatecznie w granicach Polski znalazł się jednak jedynie Śląsk, Pomorze, Ziemia Lubuska i Łużyce.
Niestety, Pomorze odrywa się od Polski po śmierci Mieszka II, w okresie buntów plemiennych. Ostatecznie udaje się je odzyskać dopiero Bolesławowi Krzywoustemu, który zdobył nie tylko Pomorze Gdańskie, ale i Zachodnie. Następnie prowadził on wśród Pomorzan działalność misjonarską, zabiegając jednocześnie o podporządkowanie Pomorza Zachodniego diecezji lubuskiej, która podlegała metropolii gnieźnieńskiej. Ostatecznie jednak do Polski politycznie i kościelnie dołączone zostało tylko Pomorze Gdańskie. Pomorze Zachodnie znajdowało się we władaniu tamtejszych książąt piastowskich i było związane z Polską bardzo luźno, a ostatecznie usamodzielniło się.
Neyman chwali również politykę zachodnią Kazimierza Wielkiego. Władca ten zdobył przede wszystkim na margrabiach brandenburskich ziemie wałecką, oddzielającą Wielkopolskę od Pomorza wzdłuż Noteci. Pozostawał także w zażyłych stosunkach z książętami Pomorza Zachodniego (jego wnukiem po kądzieli był Kaźko szczeciński). Ponadto celem przygotowania nowego związku Pomorza Zachodniego z Polską wszczął on za pośrednictwem arcybiskupa gnieźnieńskiego spór przed kurią papieską o zwierzchnictwo kurii gnieźnieńskiej nad biskupstwem kamieńskim. Wykorzystał także wojnę ekonomiczną miast polskich z miastami pruskimi, które były pod panowaniem Krzyżaków, a będącymi dotychczas pośrednikami w handlu dla Polski z Europą Zachodnią i Hanzą. Kazimierz nawiązał bezpośredni kontakt z miastami hanzeatyckimi. Zainteresował handlem z Polską miasta, które nie były zależne od Krzyżaków, jak wówczas Gdańsk, Toruń i Roztoka, i obiecał ich kupcom opiekę i ochronę. Nawiązanie stosunków z miastami hanzeatyckimi, z pominięciem miast pruskich, otwierało drogę polskiej penetracji gospodarczej na Pomorze Zachodnie. Nie mniej istotna była również adopcja Kaźka szczecińskiego (następca Kazimierza Wielkiego, Ludwik Węgierski, nie miał również męskiego potomka). Miało to na celu odnowienie dynastii Piastów na tronie polskim, a także ostateczne wcielenie do Polski Pomorza Zachodniego. Co ciekawe, polityka zachodnia Kazimierza pozostała chyba na długo w pamięci potomnych. Jan Długosz opisując przyłączenie do Polski Pomorza Gdańskiego, prosi jednocześnie Boga, aby dał mu dożyć powrotu do Polski Śląska, ziemi lubuskiej i reszty Pomorza.
Niestety, po śmierci Kazimierza Wielkiego Polska nie wróciła już na „Szaniec Bolesławów”. Nie wróciła, choć miała ku temu możliwości. Szansę tą zmarnował chociażby Zygmunt Stary, który będąc namiestnikiem swojego brata Władysława, króla Czech i Węgier, tytułował się najwyższym namiestnikiem Górnego i Dolnego Śląska i obojga Łużyc. Co ciekawe, konieczność zawładnięcia Śląskiem rozumiała doskonale królowa Bona. Zwracała ona królowi i senatorom uwagę na niebezpieczeństwo niemieckie i jego zaborczość. Ofiarowała nawet Ludwikowi, królowi Czech i Węgier, a jednocześnie bratankowi Zygmunta Starego, w zamian za Śląsk, własne królestwo dziedziczne Bari. Niestety, nielubiana w Polsce królowa Bona nie zdołała przekonać do swoich planów ówczesnych kierowników polityki.
Neyman wskazuje, iż za oparciem granicy polskiej na Odrze i Nysie łużyckiej przemawiają nie tylko nasze prawa historyczne, ale też potrzeby polityczne i strategiczne. Podkreśla jednak, iż ze zmianą granic wiążą się nie tylko korzyści, ale też straty. Cały rozdział poświęcony został stosunkom gospodarczym ziem, które Polska miałaby odebrać Niemcom. Autor podkreślał, iż nie chodzi tu tylko i wyłącznie o obszar leżący w dorzeczy Odry, ale też o Prusy Wschodnie.
Nadprodukcja rolnicza tych terenów miałaby pozwolić na zaopatrzenie Polski w okresie niedoboru, jaki nastąpiłby po wojnie, a potem stanowiłby rezerwuar dla potrzeb wzrastających z postępującym uprzemysłowieniem kraju. Duża ilość wielkich gospodarstw stanowić będzie zasób ziemi dla parcelacyj, mogący na długie lata zaspokoić głód ziemi.
Prusy Wschodnie to przede wszystkim wysoko rozwinięty przemysł spożywczy, co związane było z wysoką kulturą rolną. Młynarstwo rozbudowane było ponad miarę własnych potrzeb. Na bardzo dobrym poziomie stało też mleczarstwo, browarnictwo i słodownictwo. Podobnie sytuacja wyglądała na Pomorzu Zachodnim, które zachowało w znacznej mierze charakter agrarny. Przyodrze to natomiast przede wszystkim dobrze rozwinięty przemysł włókienniczy i mineralny (duże cegielnie i bogate hutnictwo szklane).
Neyman siłą rzeczy przywiązywał ogromną wagę do niemieckiego Górnego Śląska, czyli Opolskiego. Wysuwał się on na czołowe miejsce pod względem rozbudowy górnictwa. Siła wytwórcza Śląska Opolskiego stanowiła ponad 40% siły wytwórczej całej przedwojennej Polski. Dolny Śląsk autor nazywa natomiast „najcenniejszą perła dziedzictwa Bolesławów”. Rozwinięty był tam przede wszystkim przemysł mineralny (cegielnie, przemysł szklany, porcelanowy oraz cementownie).
Neyman sporo miejsca poświęca również energetyce, zwracając przy tym szczególną uwagę na Śląsk. Wskazuje, iż teren ten jest całością gospodarczą, stąd należy dążyć do oparcia granicy zachodniej na Nysie łużyckiej. Przepołowienie całości gospodarczej wytworzyłoby szereg problemów, sieć przemysłowa i rozdzielcza wymagałaby całkowitej przebudowy. Co ciekawe, Neyman postuluje również przyłączenie do Polski Frankfurtu celem uzyskania siłowni w Finkenherd, a ponadto poprowadzenie granicy o około 30 kilometrów na zachód, celem uzyskania magistralnych linii przemysłowych.
Autor staje na stanowisku, iż przy wyznaczaniu granic czynnik ludnościowy nie może być czynnikiem rozstrzygającym, o wiele ważniejsze są czynniki historyczne, geograficzne, gospodarcze i strategiczne. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, iż wcielenie terenów niemieckich pociągnie za sobą konieczność ich polonizacji. Postuluje tu repolonizację ludności etnicznie polskiej, ale mówiącej po niemiecku; wysiedlenie ludności niemieckiej; osiedlenie na tych ziemiach ludności polskiej z terenów przeludnionych.
Na terenie Prus Wschodnich elementem polskim mieli być Mazurzy, częściowo zgermanizowani, częściowo mający poczucie polskości, częściowo natomiast pozbawieni całkowicie świadomości narodowej. W Gdańsku natomiast ludność polska reprezentowana była przez Kaszubów, którzy stanowić mieli ok. 10% ludności. Na terenie Pomorza Zachodniego Przedodrzańskiego (obszar sięgający od dawnej granicy polsko-niemieckiej na Pomorzu aż do Odry z miastami: Bytów, Lębork, Słupsk, Koszalin, Kołobrzeg i Kamień) żyli natomiast Kaszubi i Sławińcy, mówiący przez wieki po polsku. Ciekawym przykładem było Pomorze Zachodnie Zaodrzańskie (teren graniczący z Meklemburgią i Nową Brandenburgią od zachodu i południowego zachodu, obejmujący ziemie leżące u ujścia Odry ze Szczecinem. Obszar ten częściowo albo wcale do Polski historycznej nie należał, a mimo to żyła tam ludność polska. Przykładowo, na sejmie odbytym w Szczecinie w 1627 roku postanowiono przyjmować do książęcego pedagogium uczniów znających język polski, w celu przygotowania ewangelickich pastorów do wygłaszania kazań w języku zrozumiałym dla tamtejszej ludności. Żywioł polski był najbardziej liczny na Śląsku Opolskim, żył w zwartej masie i miał wyrobione poczucie polskości.
Neyman wskazuje, iż przy rozwiązaniu problemu niemieckiego trzeba liczyć na odzyskanie elementu mazurskiego, pomorsko-kaszubskiego i śląsko-polskiego, który odzyskuje polską świadomość narodową w „raju hitlerowskim”. Autor pisze wprost, iż Niemcy są nieprzejednanymi i niepoprawnymi wrogami Polaków. Nie posiadają oni żadnych praw do pozostania na polskich i słowiańskich ziemiach, ponieważ wdarli się tam przemocą, gwałtem i zbrodnią. Co ciekawe, Neyman nie ma wątpliwości, iż Niemcy są narodem niechrześcijańskim. Poniekąd słusznie, dowodem na to jest chociażby słynny spór o inwestyturę, „Kulturkampf”, czy w końcu hitleryzm. Dlatego autor życzył sobie, aby na Polaków spadła rola misjonarska. Pod tym względem mieliśmy (i poniekąd mamy do dziś) wyższość nad Niemcami.
Postulaty i poglądy reprezentowane przez Lecha Neymana przez niejednego uznane zostałyby za kontrowersyjne. Polskość tak zwanych „ziem odzyskanych” wzbudza w końcu kontrowersje również w czasach dzisiejszych. Tymczasem „Szaniec Bolesławów” napisany został z pozycji męża stanu (tak, Neyman zasługuje niewątpliwie na takie określenie), z pozycji chrześcijańskiego nacjonalisty. Nacjonalisty, który nie szuka zemsty, który popełnia metody stosowane wówczas przez Niemców, ale który jednocześnie działa w interesie Polski. Sądzę, iż powinniśmy mieć przede wszystkim w pamięci misjonarską rolę naszego Narodu, którą wyznaczył nam przedwojenny Kolega. Oczywiście, jako Polacy możemy mieć sobie sporo do zarzucenia, jednak naród niemiecki znajduje się w o wiele bardziej opłakanym stanie (powszechna laicyzacja, modernizm katolicki objawiający się chociażby postulowaniem Komunii dla rozwodników). Dlatego rozbudzajmy w sobie na co dzień misjonarskiego ducha.

Małgorzata Jarosz