Laboratorium Idei

Kulturalnie

Polityka i społeczeństwo

Historia

Korolec kontra Reutt. Różni, ale antyliberalni!

Kiedy w 1935 roku Obóz Narodowo-Radykalny podzielił się na ONR „ABC” oraz RNR „Falangę”, sprawą sporną stały się między innymi zagadnienia o charakterze gospodarczym. Niniejszy artykuł jest swego rodzaju przeglądem przedwojennej prasy narodowej. Posiłkując się „Nowym ładem” oraz „Falangą” postaram się wskazać podstawowe założenia poszczególnych ugrupowań. Na koniec postaram się dokonać krótkiego podsumowania i udzielić odpowiedzi na pytanie, który program gospodarczy mógłby sprawdzić się we współczesnej Polsce. Zaznaczam, że z wykształcenia jestem historykiem, stąd moja opinia nie będzie opinią ekonomisty, ale opinią obserwatora zarówno przedwojennej jak i współczesnej sytuacji naszego kraju.
W pierwszej kolejności przedstawione zostaną poglądy prezentowane przez ONR „ABC”. Pozwolę sobie zacząć od poglądów Jana Korolca (nota bene osoby chyba najbardziej nie wpisującej się w stereotypowy obraz narodowca-bojówkarza, przez sobie współczesnych odbierany był jako osoba wyjątkowo uprzejma, o łagodnym usposobieniu). Korolec wskazuje, iż podstawą do reformy gospodarczej i do zbudowania „nowego ładu” jest przede wszystkim zmiana sposobu myślenia u Polaków, zwłaszcza u ekonomistów 1. Człowiek nie może być sprowadzony do zwierzęcia, do tak zwanego „homo economicus”. Do tego potrzebny jest wstrząs moralny, który wzbudzi w ludziach entuzjazm. Zmiany nie mogą jednak polegać na tym, iż człowiek zostanie zastąpiony przez państwo. Zadaniem państwa jest jedynie kierowanie polityką narodową, ustalanie wytycznych polityki gospodarczej, czuwanie nad ich wykonaniem oraz tępienie nadużyć. Korolec podkreśla, iż interwencjonizm państwowy w wielu wypadkach jest nie tylko możliwy, ale konieczny. Dotyczy to zwłaszcza narodów, w których instynkty społeczne zostały zdezorganizowane, a moralność obniżyła się (taka sytuacja miała wówczas miejsce w Polsce). Potężny Naród musi się jednak oprzeć na jednostce, a własność prywatna musi stać się udziałem jak największej liczby osób. Ustrój gospodarczy powinien opierać się przede wszystkim na małych i średnich przedsiębiorstwach. Przedsiębiorstwa duże powinny powstawać tylko wówczas, gdy jest to konieczne ze względu na charakter danej gałęzi przemysłu. Co jednak istotne, własność prywatna, o której pisze Korolec musi być własnością rzeczywistą, opierającą się na przywiązaniu człowieka do przedmiotu. Nie może być to własność pozorna, opierająca się jedynie na tytule prawnym. Oczywiście, pewne dziedziny gospodarki nie mogą znajdować się w rękach prywatnych (np. kredyty czy przemysł surowcowy) – te dziedziny powinny zostać uspołecznione. Autor krytykuje również swego rodzaju kult przemysłu – obiektem szczególnej troski bardzo często nie jest robotnik, ale martwe przedmioty, takie jak maszyny czy linie kolei żelaznych. Jeżeli człowiek nie jest wybitnym specjalistą, “może zdychać z głodu”. Autor popiera fakt, iż zorganizowany robotnik wymusił na kapitalizmie zjawisko ubezpieczeń społecznych, jednak nie może być to system biurokratyczny, zorganizowany jedynie do “świata pracy”. W końcu ludzie do takiego świata nie należący niejednokrotnie potrzebują jeszcze większej opieki.
Niezwykle interesujący wydaje się być pogląd Korolca na temat przemysłu. Autor stoi na stanowisku, iż ta część przemysłu, która nie zostanie uspołeczniona, powinna nabrać cechy rzemiosła2. Nie chodzi tu rzecz jasna o próbę naśladowania przeszłości, a więc o próbę naśladowania średniowiecznego rzemieślnika. Niezwykle ważna jest jednak zmiana w psychice, a więc pozbycie się mentalności kapitalisty. Powinna zniknąć również przepaść, którą kapitalizm wytworzył pomiędzy przedsiębiorcą a robotnikiem. Pomóc może w tym chociażby osobista praca właściciela przedsiębiorstwa. Korolec wskazuje również, iż warto zastanowić się nad powstaniem nowych zrzeszeń przemysłowców, dotychczasowe mają bowiem wybitnie kapitalistyczny charakter. Negatywnym przykładem są chociażby kartele, których celem jest tworzenie narzędzi wyzysku w postaci monopoli prywatnych. Generalnie jednak Korolec stoi na stanowisku, iż o wiele bardziej zdrowy jest ustrój, w którym dominują przedsiębiorstwa drobne – daje to bowiem samodzielność gospodarczą szerokiej warstwie ludności, a pracownikom najemnym pozwala w realny sposób myśleć o usamodzielnieniu się3. Autor zauważa również, iż dotychczasowy rozwój techniki dostosowany był tylko i wyłącznie do przedsiębiorstw wielkich. Dlatego tak bardzo ważna jest zmiana w „polityce wynalazków”. Co jednak z przedsiębiorstwami, które ze względu na swój charakter nie mogą ulec rozdrobnieniu? Co na przykład z przemysłem węglowym? Korolec, podobnie jak wcześniej czynił to Adam Doboszyński, proponuje uspołecznienie, ewentualnie wzmożoną kontrolę publiczną. Należy rzecz jasna czuwać nad odpowiednią zapłatą dla pracowników najemnych. Pensja powinna wystarczyć im do utrzymania, ale też do stopniowego usamodzielnienia się i założenia własnego przedsiębiorstwa. Interesujące jest to, iż Korolec porusza również problem mechanizacji pracy i wprowadzanie pracy maszyny w miejsce pracy rąk ludzkich. Zjawisko to jest zasadniczo pozytywne, jednak nie może przyczyniać się do zwiększania się bezrobocia. Dobrze jest jednak, jeśli maszyna zastępuje człowieka w pracy prostej i mechanicznej oraz pozwala mu pracować w sposób twórczy. Ponadto mechanizacja powinna opłacać się gospodarczo, i to nie tylko z punktu widzenia pojedynczego warsztatu, ale z punktu widzenia całej gospodarki narodowej. Stąd jeżeli kapitał potrzebny do mechanizacji jest drogi, wszelkie projekty powinny wprowadzane być z bardzo dużą ostrożnością. Korolec zabrał również głos w kwestii polityki społecznej i ubezpieczeń społecznych4. Jego stanowisko było umiarkowane. Całkowicie wolną konkurencję uważał za sprzeczną z miłością bliźniego. Krytykował również fakt, iż współczesna mu polityka społeczna skupia się tylko na robotnikach i pracownikach najemnych. A przecież opieki społecznej potrzebuje cały naród. Potrzebują jej również warstwy posiadające, aby posiadanego przez nich majątku nie nadużywali na szkodę własnych interesów. Korolec wskazuje, iż polityka społeczna słusznie operuje przymusem państwowym, jednak ważne są również środki dowolne i pół-dobrowolne. Przykładowo, w przypadku bogaczy niezwykle ważną rolę powinna odgrywać również tak zwana opinia publiczna i obyczaj społeczny. Autor słusznie wskazuje również, iż celem polityki społecznej nie jest wyeliminowanie wszelkiego ryzyka, ale ryzyka niezawinionego. Stąd przykładowo musi chronić ona człowieka od nędzy, ale nie może jednocześnie pozwalać na to, aby biednemu nie opłacało się być bogatym. Korolec generalnie za słuszne uważa ubezpieczenia takie jak ubezpieczenia chorobowe, ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków czy ubezpieczenia emerytalne. Nie może jednak wiązać się to z tworzeniem tak zwanych kolosów biurokratycznych. Co ciekawe jednak, autor jest zdecydowanym przeciwnikiem ubezpieczeń na wypadek utraty pracy. Państwo powinno wytworzyć bowiem taki system gospodarczy, w którym każdy może znaleźć sobie pracę. Nie można natomiast pozwolić na utrzymanie tak zwanych darmozjadów, którzy nie chcą pracować. Oczywiście, nie chodzi tu o osoby, które z takich a nie innych przyczyn nie mogą pracować. Takimi powinna rzecz jasna zająć się dobroczynność publiczna.
Korolec jest zwolennikiem umiarkowanej wolności gospodarczej. Stoi na stanowisku, iż gospodarka musi składać się z wolnych jednostek działających na własną odpowiedzialność, nie może być ona potężnym mechanizmem, gdzie włączoną sprężyną jest tylko administracja państwowa 5. Autor podkreśla również, iż poza interwencją państwową istnieje jeszcze interwencja instynktu społecznego, obyczaju oraz normy moralnej. Nie są one jednak wystarczające, dlatego konieczna jest przynajmniej minimalna interwencja państwa. Interwencja ta może przybierać jednak różne formy. Najbardziej prymitywną formą jest przejęcie pewnych funkcji gospodarczych. Jeżeli jednak występuje ona na zbyt dużą skalę, to spowoduje przekształcenie społeczeństwa na “mechanizm składający się z bezdusznych kółek”, dlatego państwo zasadniczo nie powinno tworzyć własnych przedsiębiorstw w tych dziedzinach, w których istnieje inicjatywa prywatna. Inną formą interwencji państwa jest natomiast wydawanie nakazów i zakazów. Zdaniem Korolca rozwiązanie ma jednak tę wadę, iż wprowadza pewien schematyzm. Ponadto władza urzędnika nad przedsiębiorcą w sprawach gospodarczych nie jest zjawiskiem pozytywnym. Zakazy i nakazy państwa naprawdę skuteczne mogą być tylko wtedy, gdy mają oparcie w ukształtowanych w społeczeństwie normach i obyczajach. Autor wskazuje, iż najlepszą formą interwencji jest stworzenie przez państwo takich warunków, aby rozwój wypadków samoistnie odbył się w zamierzonym kierunku. Podkreślić należy jednak, iż Korolec jest realistą i zdaje sobie sprawę, iż wprowadzanie takiej formy wymaga czasu i nie zawsze może być stosowane. Bo o ile państwo musi pamiętać, że podmiotem gospodarującym jest jednostka, to w momencie, gdy interwencja jest niezbędna, państwo nie może zwlekać, a musi działać radykalnie.
Godne uwagi jest to, iż Korolec zajął się problemem aktualnym również w naszych czasach, a mianowicie problemem kredytu. Wskazywał, iż kredyt pełni w życiu gospodarczym bardzo ważną rolę, ale zazwyczaj rola ta jest szkodliwa 6. Kredyt zazwyczaj staje się elementem obcych wpływów, zazwyczaj wpływów żydowskich. Mimo to autor stoi jednak na stanowisku, iż całkowite usunięcie kredytu jest niemożliwe, stąd należy szukać sposobów na eliminację jego negatywnych skutków. Przede wszystkim podkreślić należy, iż kredyt będzie pożyteczny lub szkodliwy w zależności od tego kto go udziela, kto go zaciąga, a także na jaki cel jest on brany i na jakich warunkach. Proponowanym przez Korolca rozwiązaniem jest uspołecznienie kredytu. Uspołecznienie nie jest równoznaczne z upaństwowieniem (aczkolwiek nie ma przeszkód, aby w państwie narodowym funkcjonowały również instytucje państwowe udzielające kredytów), dlatego muszą powstać odpowiednie instytucje samorządowe, spółdzielnie, towarzystwa kredytowe czy kasy bezprocentowe. Jak natomiast miałby wyglądać kredytowy ustrój Polski? Na szczycie drabiny musiałaby istnieć instytucja emisyjna – Bank Polski, który byłby co prawda własnością państwa, ale pewien nieznaczny udział w zarządzie miałyby również gałęzie samorządu gospodarczego. Lokalną sieć kredytową będą tworzyły towarzystwa kredytowe ziemskie, miejskie lub przemysłowe, komunalne kasy oszczędności czy różnego typu spółdzielnie kredytowe. Korolec wskazuje również na konieczność monopolu wspomnianych powyżej instytucji na udzielanie kredytu. Osiągnąć można to w bardzo prostu sposób: kredyt prywatny pozbawiony zostanie form zabezpieczenia, chodzi tu na przykład o usunięcie zabezpieczenia hipotecznego czy odebranie przywilejów wynikających z weksla.
W dalszej kolejności warto przyjrzeć się bliżej poglądom innego wielkiego ideologa narodowego-radykalizmu, Wojciecha Zaleskiego. W artykule „Nasz ideał społeczny” autor wykazuje obłudę haseł “wolność – równość – braterstwo” i opisuje alternatywny system społeczno-gospodarczy 7. Wskazuje, że hasło “równość” powinno się zastąpić określeniem “sprawiedliwość”. Nonsensem jest domaganie się na przykład równości w dochodach, w końcu leń nie może zarabiać tyle samo co osoba uczciwie pracująca. Nie można mówić również o równych szansach, bowiem szanse zawsze uzależnione są od ludzkich zdolności. Ideał sprawiedliwości społecznej najlepiej urzeczywistnia się tam, gdzie w pełni zachowała się własność osobista. W przedsiębiorstwie kapitalistycznym pracuje natomiast szereg najemników, których uposażenie zależne jest od kwalifikacji, wykonywanej pracy, a także od umiejętności targowania się o podwyżkę. W takich warunkach ciężko jest ocenić czy wypłacana pracownikom pensja jest sprawiedliwa, tym bardziej, iż współczesny przedsiębiorca dąży do tego, aby płacić mu możliwie jak najmniej. W przypadku systemu, w którym dominuje drobna własność prywatna ocena sprawiedliwej zapłaty jest o wiele łatwiejsza. Przykładowo, jeżeli w jednej kamienicy swoje warsztaty posiadać będzie dwóch szewców, ludzie zawsze wybiorą tego, który lepiej wykonuje swoją pracę. W ten sposób uzyskujemy pewność, iż lepszy fachowiec zarabia pieniądze, które słusznie mu się należą. Poza tym co do zasady ludzie pracują lepiej, gdy widzą cały owoc swojej pracy, co siłą rzeczy przekłada się również na dobrobyt całego Narodu. Dlatego polityka gospodarcza powinna iść w kierunku umożliwienia najemnikowi założenie własnego warsztatu. Można uczynić to za pomocą ubezpieczenia na starość, które składałoby się z kapitału odłożonego z potrąceń pracownika i składek pracodawcy. Jednocześnie autor zdaje sobie jednak sprawę, iż system oparty jedynie na drobnych warsztatach jest fikcją. Dlatego niektóre gałęzie przemysłu muszą zostać upaństwowione, ale tylko na okres tymczasowy. Wielkie przedsiębiorstwa co do zasady powinny zostać uspołecznione (identyczny pogląd przedstawił Adam Doboszyński w swojej “Gospodarce narodowej”). Tu jednak pojawia się pytanie: czy pracownicy do tego dorośli? Zaleski słusznie wskazuje, iż w XIX wieku powszechny był pogląd, że chłop pańszczyźniany nie będzie pracował bez przymusu. Rzeczywistość okazała się być jednak inna. Podobnie może wyglądać kwestia uspołecznienia. W kapitalizmie pracownik nie jest zainteresowany powodzeniem fabryki, nie widzi bowiem związku pomiędzy dochodami przedsiębiorstwa a swoim własnym zarobkiem. Jednak w momencie, gdy pracownik stanie się współwłaścicielem, najprawdopodobniej rozpali to w nim zapał do pracy. Powstanie też wzajemna kontrola i zrozumienie, że lepsza praca musi być lepiej opłacana. Oczywiście, w tym miejscu Zaleski również zdaje sobie sprawę, iż niemożliwe jest, aby każdy pracownik był jednocześnie właścicielem fabryki. Chodzi jednak o to, aby stosunek właścicieli do pracowników był taki, jak w małym przedsiębiorstwie majstrów do czeladników i uczniów. Godne uwagi jest to, iż zdaniem autora masońskie “braterstwo” powinno zastąpione być koleżeństwem całego świata pracującego. Co jednak istotne, do świata tego należałby zarówno pracownik fizyczny, jak i profesor na uczelni. Koleżeństwo to zastąpiłoby podział na “inteligencję” i “robotników”. Na koniec Zaleski podkreśla, iż ideał społeczny Obozu Narodowo-Radykalnego streścić można w następujących hasłach: Wolność i praca dla Polaka w Polsce! Chrześcijańska sprawiedliwość społeczna!! Narodowe koleżeństwo pracy!
Na szczególną uwagę zasługuje również artykuł Tadeusza Gluzińskiego „”Człowiek gospodarczy” a gospodarz” 8. Autor w bardzo interesujący sposób przedstawia podstawowe założenia ideowe narodowo-radykalnego poglądu na gospodarkę. Zaznacza, że niezrozumienie ze strony ludzi wynika bardzo często z posługiwania się innymi pojęciami, z powoływania się na mniej lub bardziej prawdziwe ustalenia ekonomii, nauk społecznych czy nawet nauk przyrodniczych. Gluziński poucza, iż w rozmowie z działaczami ONR wyrzucić należy “zapas gratów, jakimi meblowano głowę tylu pokoleniom”. Nie chodzi tu rzecz jasna o prawdy naukowe zdobywane mozolną pracą, ale o “doktrynki i teoryjki, ustrojone w naukową szatę (…), napęczniałe powagą, a w środku puste jak wymieciona stodoła”. W przypadku zagadnień gospodarczych odrzucić należy pojęcia z ekonomii klasycznej, a także z jej córki, ekonomii socjalistycznej. Jednym z takich pojęć jest “homo oeconomicus” czyli “człowiek gospodarczy”. Gluziński pyta ironicznie: “Co to za obywatel – ten człowiek gospodarczy? Gdzie to stworzenie się narodziło, jakie ziemie zamieszkuje, czym się żywi? Po prostu, co to za pokraka?”. Odpowiedź jest dość prosta: takiego człowieka nie ma. Zgodnie z teorią ma on jednak myśleć tylko o zysku, wszystko inne go nie obchodzi, dla pieniędzy gotów jest porzucić rodzoną matkę, a pojęcia takie jak Bóg, ojczyzna, rodzina czy przyjaźń są mu obce, bo nie dają dochodu. Motywem działania takiego człowieka jest chęć osiągnięcia jak największego zysku przy jak najmniejszym wysiłku. Nie lubi on też tracić czasu na rzeczy nierentowne, a ofiarę na rzeczy dobra publicznego uważa za szaleństwo. A przecież mało który człowiek byłby gotów oddać żonę czy dzieci w zamian za maszyny robocze. Nawet najbardziej zmaterializowany Żyd gotowy jest poświęcić materialny zysk dla swoich dzieci. Dlatego prawdziwy gospodarz nie myśli tylko o zysku. Pracuje nie tylko dla siebie, ale również dla przyszłych pokoleń. Z jego warsztatem wiąże go nie tylko pogoń za zyskiem, ale również węzły uczuciowe: miłość do rodziny, do ojczyzny, chęć współpracy z kolegami czy zadowolenie z wyników własnej pracy. Ponadto człowiek taki posiada również życie poza pracą, niezwiązane zupełnie z chęcią zysku, posiada myśli, dążenia i uczucia. Nie oznacza to, że dobry gospodarz “buja w obłokach”. Przeciwnie, żywi do ziemi szacunek, ponieważ na tej ziemi żyje. Gluziński podkreśla również, iż reforma gospodarcza musi mieć na uwadze również niematerialne potrzeby człowieka. Bo program gospodarczy ONR-u idzie w parze z programem politycznym, społecznym i wychowawczym – elementy te są ze sobą ściśle powiązane i każdy z nich jest niezbędny i nieusuwalny.
Jednym z najbardziej istotnych problemów, z którym musiała uporać się przedwojenna Polska było przeludnienie wsi 9. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na tekst Wiesława Renke „O uprzemysłowienie wsi”. Zagadnienie to wiąże się ściśle z problemem przeludnienia wsi i nadmiaru Żydów w miastach. Autor wskazuje, iż początkowym rozwiązaniem może być emigracja nadmiaru ludności wiejskiej do miast, do pracy w handlu i w rzemiośle, jednak na dłuższą metę może okazać się to niewystarczające. Dlatego tak ważne jest uprzemysłowienie wsi i utworzenie miejsc pracy dla proletariatu wiejskiego. Ustrój kapitalistyczny posiada tę wadę, iż oparty jest na masowej produkcji i daleko posuniętej specjalności, a także na intensywnej wymianie na duże odległości. Powoduje to ogromne dysproporcje gospodarcze – obok państw uprzemysłowionych, prowadzących intensywną gospodarkę, istnieją kraje odbiorców. Dlatego tak ważna jest decentralizacja kapitału i pokrycie kraju siecią niewielkich ośrodków produkcji. Ośrodki te z założenia mogłyby zaopatrzyć kilka wsi w niezbędne towary rzemieślnicze czy wyroby przemysłowe.
Temat przeludnienia wsi podjęty został również przez Franciszka Stocha. Autor w przeciwieństwie do Władysława Renke nie porusza kwestii uprzemysłowienia, stawia przede wszystkim na konieczność migracji ludności wiejskiej do miast, co pomogłoby w odsunięciu Żydów od handlu i rzemiosła 10. Przemiana ta nie może być jednak pozostawiona naturalnemu biegowi rzeczy, konieczne byłoby powstanie Ministerstwa Przebudowy Społecznej. Na wsiach powinny powstać natomiast tak zwane spółki wiejskie o nowym typie prawnym. Z obserwacji autora wynika bowiem, iż spółdzielnie nie są dobrą formą organizacji na wsi. Organizacje takiego typu potrzebują bowiem odpowiedniego personelu i kierownictwa, ponieważ są rozbudowaną i dość skomplikowaną formą zrzeszenia. Czym zajmowałyby się wspomniane wyżej spółki wiejskie? Chodzi tu o kwestie takie jak wspólny zakup narzędzi rolniczych czy nasion, a także wspólna przeróbka i sprzedaż produktów.
Pisząc o kwestiach gospodarczych warto zwrócić uwagę na niezwykle ciekawy artykuł Władysława Kwiecińskiego, “Podstawy ideowe naszego szpitalnictwa”11. Autor nie podaje co prawda konkretnych rozwiązań, jednak opisuje podstawowe założenia, na których powinna opierać się służba zdrowia. Kwieciński wskazuje, że powstanie szpitali związane było z obowiązkiem chrześcijańskiej miłości bliźniego. Przykładem może być tu zakon Bonifratrów, którego członkowie sypiali nawet z osobami chorymi psychicznie. Pamiętać należy, iż średniowieczne szpitale nie były co prawda miejscem służącym do leczenia chorych, pełniły one funkcje przytułków, niemniej jednak zakładanie ich zawsze wiązało się z chęcią pomocy potrzebującym. Kwieciński w swoich rozważaniach przywołał również bardzo ciekawy cytat Augusta Becu, profesora patologii i higieny Uniwersytetu Wileńskiego. Profesor opisał doskonały szpital w sposób następujący: “tak, aby w każdym czasie, każdego cierpiącego, który nie jest w stanie dania sobie pomocy, szpital przyjął i takie dał zaopatrzenie, jakie jest dać w stanie”. Cytat pochodzi z odczytu wygłoszonego w 1807 roku pt. “O doskonałości szpitali”. Zmiany w sposobie podejścia do chorych nastąpiły wraz z pojawieniem się protestantyzmu, który charakteryzował się chęcią wzbogacenia się i prowadzenia jak najwygodniejszego życia. W efekcie w XIX wieku idea samarytańska zaczęła być zwalczana jako szkodliwa ckliwość. Uznano, iż ludzie powinni mieć na leczenie pieniądze, które miały pochodzić z ich własnej kieszeni lub z kieszeni specjalnych organizacji. W przypadku Polski kluczowe znaczenia ma rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z 22 marca 1928 roku, zgodnie z którym świadczenia szpitalne miały być odpłatne, a koszty leczenia powinny stanowić równoważnik świadczeń szpitali na rzecz chorego. Kwieciński wskazuje, iż we współczesnych mu czasach szpital nie ma już na celu pomóc choremu w cierpieniu, ale umożliwić mu powrót do pracy, ewentualnie odizolować go od społeczeństwa (w przypadku osób cierpiących na choroby zakaźne lub psychiczne). Szpital jest tu jak fabryka, który ma działać możliwie jak najszybciej i jak najskuteczniej. Zasada ta sama w sobie jest oczywiście dobra, jednak w przypadku, gdy leczenie nie przynosi pożądanych efektów, chorego wyrzuca się na ulice, ewentualnie przenosi się do tańszych zakładów dla nieuleczalnych, w których poziom opieki lekarskiej stoi na dużo niższym poziomie.
W dalszej kolejności przedstawione zostaną najważniejsze elementy programu „Falangi”. W pierwszej kolejności pragnę przybliżyć poglądy Mariana Reutta, który o zagadnieniach gospodarczych pisał wyjątkowo dużo. Marian Reutt w swoim artykule “Kapitalizm na barykadach” ostro zaatakował prof. Rybarskiego, działacza Stronnictwa Narodowego 12. Reutt krytykuje pogląd, iż każda ideologia stawiająca sobie na cel upaństwowienie gospodarki jest z założenia ideologią materialistyczną. Przeciwnie, postulowanie upaństwowienia gospodarki może wiązać się z chęcią ustanowienia sprawiedliwego podziału dóbr i z przygotowaniem Narodu do realizacji misji dziejowej. Co ciekawe, Reutt krytykuje również postulowany przez prof. Rybarskiego interwencjonizm państwowy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: Jeżeli w warunkach swobody gospodarczej państwo zaczyna interweniować w jakąś gałąź gospodarki, powoduje to odpływ kapitałów na inne gałęzie, na które wpływ państwa nie rozciąga się. W efekcie interwencja państwa poszerza się – powoduje to wzrost zakazów i nakazów, co rzecz jasna jest zjawiskiem negatywnym. Metoda interwencji państwowej jest ponadto metodą bardziej kosztowną od metody upaństwowienia. Autor zwrócił również słuszną uwagę, iż Polska znajduje się pomiędzy dwoma groźnymi sąsiadami, Niemcami i ZSRR, które prowadzą gospodarkę wojenną. Stąd jakakolwiek próba liberalizacji polskiej gospodarki wydaje się być błędem. Konieczna jest koncentracja i racjonalizacja produkcji w celu obniżenia jej kosztów – wszystko to bez upaństwowienia będzie jednak niemożliwe.
W innym miejscu Reutt wskazuje, iż samo skonstruowanie programu gospodarczego nie wystarczy. Nawet najlepszy program gospodarczy nie przyniesie pożądanych efektów, jeżeli będzie tylko programem pozostającym na papierze13. Niezwykle ważna jest wiara, idea i światopogląd, z których płynie energia do realizacji planu. Autor podkreśla również, iż ekonomia powinna ściśle wiązać się z etyką. Powołał się tu na ideologa faszystowskiego, Ugo Spirito: “Ekonomia musi rozpłynąć się w etyce”. Dlatego w ekonomii niezwykle istotną rolę odgrywają pojęcia z zakresu moralności, takie jak Dobro, Prawda i Piękno. Gospodarka narodowa ma rzecz jasna na celu dbanie o dobro Narodu, uniezależnienie go od trosk materialnych i umożliwienie mu udziału w twórczości kulturalnej i w realizacji misji dziejowej. Reutt podkreśla również, iż gospodarka narodowa, to gospodarka planowana, w przeciwieństwie do gospodarki liberalnej ma ona bowiem na celu zaspokojenie potrzeb (celem tej drugiej jest jedynie czysty zysk). Niezwykle ważne jest tu usunięcie spekulanctwa i wprowadzenie dyscypliny w dziedzinie stosunków wytwórczych oraz ładu, porządku i sprawiedliwości.
Reutt poruszył również niezwykle interesującą kwestię postępu technicznego i zastosowania go w gospodarce. Autor podkreśla, iż techniki samej w sobie nie można potępić, pomaga ona bowiem Narodowi w osiągnięciu wzniosłych celów 14. Złem może być jednak zastosowanie technizacji. Przykładowo, praca średniowiecznego szewca była nie mniej zautomatyzowana i monotonna niż praca człowieka, który w czasach współczesnych pracuje przy maszynie. Rozwój techniki może być więc dla pracownika ogromnym ułatwieniem. Zło tkwi jedynie w człowieku, w brakach organizacyjnych ustroju, w wadliwym prawie czy w braku moralności gospodarczej (Reutt nazywa to bandytyzmem ekonomicznym). Generalnie jednak stanowisko autora jest jasne: “Polska Jutra” będzie wykorzystywać przewagę, jaką może dać jej technika. Technizacja kraju nie może jednak być celem samym w sobie, jak chcą tego komuniści.
Warto zapoznać się również z poglądami innego aktywnego działacza RNR „Falanga”, Witolda Rościszewskiego. Rościszewski w swoim artykule “Kto nie pracuje – też nie je” w ostry sposób rozprawił się z systemem kapitalistycznym 15. Wskazuje, iż ustrój ten opiera się na wyzysku. Nie ma natomiast nic gorszego, nic wstrętniejszego od wyzyskiwania człowieka przez człowieka. Autor opisuje, iż w kapitalizmie robotnik to “bydle robocze, niewolnik, zapłacony w najlepszym razie, za cenę środków utrzymujących go przy życiu”. Zwolennicy kapitalizmu stoją jednak na stanowisku, iż krytyka tego systemu, to jednocześnie zamach na jednostkę i na możliwości jej rozwoju oraz na prawo do własności. W rzeczywistości jest jednak inaczej, to obalenie kapitalizmu wyzwoliłoby jednostkę z “niewoli żydo-kapitalistycznej” i dałoby jej możliwość rozwoju. To prawda, że każdy ma prawo do urządzania swojego bytu, a owoce pracy są tylko jego własnością. Jednak owoce te muszą pochodzić z uczciwej pracy. Ponadto kapitalista nie korzysta z owoców własnej pracy, ale z owoców pracy innych ludzi. Rościszewski podkreśla, iż w ustroju postulowanym przez Falangę będzie istnieć własność, ale własnością tą będzie “warsztat pracy, w którym jednostka uczciwie pracuje”.
Rościszewski poruszył również bardzo interesujący temat organizacji przedsiębiorstwa w ustroju narodowo-radykalnym16. Autor podkreśla, że tylko praca daje prawo do zysku, stąd przedsiębiorca również musi wchodzić w skład załogi i również musi pracować. Oczywiście, nie chodzi o to, aby przedsiębiorca wykonywał pracę fizyczną. Powinien on jednak wnieść do czynności produkcyjnych swoją pracę kierowniczą oraz kapitał. Co istotne, z kierownictwa wynika również moralne przodownictwo. Kierownik powinien bowiem dawać dobry przykład: koleżeństwo, heroizm pracy czy poczucie obowiązku. W każdym przedsiębiorstwie powinna istnieć również rada zawodowa, która składałaby się z pracowników należących do organizacji politycznej narodu. Członkowie rady mianowani byliby natomiast przez wyższą komórkę sekcji zawodowych pośród pracowników zatrudnionych od dłuższego czasu. Przedsiębiorca zobowiązany jest do wysłuchania opinii rady zawodowej w sprawach warunków pracy i płacy. Jeżeli jednak opinia nie zostanie uwzględniona, przedsiębiorca zobowiązany jest przekazać sporną sprawę do Sądu Gospodarczego przy sekcjach zawodowych. Ponadto nad przedsiębiorcą kontrolę sprawować powinien również inspektor pracy, jako przedstawiciel sekcji zawodowych. Nie oznacza to, iż prawodawstwo chronić będzie jedynie interesów przedsiębiorcy. Do solidnego wykonywania swoich obowiązków zobowiązany będzie każdy pracownik. W przypadku nie wywiązania się z nich, w pierwszej kolejności upomniany będzie przez przełożonego. Jeżeli nie przyniesie to efektów, pracownik zostanie ukarany na podstawie aktualnych przepisów prawa pracy. Podobnie będzie jednak z nieuczciwym przedsiębiorcą. Takowy upomniany zostanie przez inspektora pracy, a w przypadku nie zastosowania się do polecenia, usunięty ze stanowiska, a jego zakład w drodze licytacji nabędzie inna jednostka.
Działacze Falangi podkreślali, iż nacjonalizm jest ruchem stawiającym sobie za cel dbanie o interesy całego Narodu, wszystkich klas społecznych. Przykładowo, Czesław Olszyna podkreślał, iż docenić należy również chłopów17. Co więcej, chłopi mają w Narodzie rolę szczególną, ponieważ jest to ludność najbardziej rdzenna, wolna od obcych wpływów (przede wszystkim wpływów żydowskich). “Krew polskiego chłopa jest czysta i uczciwa” – konkluduje autor. Dlatego tak ważna jest reforma wsi. Przede wszystkim chłopi poprzez przynależność do Powszechnej Organizacji Narodu powinni uzyskać wpływ na rządy w państwie. Powinna powstać również Powszechna Organizacja Polaków na wsi, która zajmie się uświadamianiem i wychowywaniem jednostek, będzie miała kontrolę nad produkcją rolną, zajmie się też organizacją spółdzielni (chodzi tu o wszystkie rodzaje spółdzielnie: kredytowe, maszynowe, spożywcze i skupowe). Ponadto dokonać należy parcelacji wielkiej własności ziemskiej, ale zabieg ten nie będzie jeszcze wystarczający. Konieczne będzie też uprzemysłowienie wsi oraz melioracja i komasacja gruntów.
Reutt podkreśla natomiast szczególną rolę robotników 18. Wskazuje, iż świat robotniczy od początku pracował ciężko, stąd wyrobił sobie hart ducha, krzepkość duchową, poczucie dyscypliny i solidarność, a także umiejętność pracy w dużych zespołach. Robotnik musi wnieść wszystkie te wartości do kultury swojego Narodu. Drugim zadaniem jest natomiast wykorzenienie cechującej inteligencję obłudy i wniesienie na to miejsce prostoty w stosunkach z drugim Polakiem. Trzecim zadaniem będzie podniesienie tak zwanego poczucia prawnego, które na skutek karierowiczostwa i zepsucia zaczęło zanikać u inteligentów. Co istotne, Polska będzie Wielką Polską tylko wtedy, gdy zatrą się różnice pomiędzy inteligentem, robotnikiem i chłopem, kiedy z zespolenia tych trzech czynników powstanie jeden typ Polaka. Nacjonalizm nie uznaje bowiem warstw, klas ani stanów. Społeczeństwo w ustroju narodowym różniczkowało się będzie jedynie na zasadzie wartości osobistych, pracy i zasług dla Narodu. Najwyższe miejsca w hierarchii zarezerwowane będą więc nie tylko dla inteligentów, ale również dla chłopów i robotników.
Analiza powyższych poglądów powinna skłonić nas do porównania obu programów gospodarczych, a także zadania sobie prostego pytania: kto miał rację? Który z wyżej wymienionych programów gospodarczych mógłby sprawdzić się w czasach nam współczesnych? Złośliwy odpowiedziałby za pewne, że żaden. Żyjemy w końcu w epoce kapitalizmu, który choć posiada szereg wad, to pod wieloma względami wydaje się atrakcyjny. To kapitalizm pozwala uzdolnionym jednostkom podjąć dobrze płatną pracę w międzynarodowej korporacji, to kapitalizm daje nam dostęp do tak zwanych towarów luksusowych oraz do towarów, których kilkadziesiąt lat temu nie można było znaleźć w sklepach. Czy jesteśmy gotowi, aby zmienić nasz sposób myślenia o gospodarce? Czy osoby, które odniosły sukces i dorobiły się majątku są gotowe na obniżenie standardów życia w imię dobra Narodu? Czy wyobrażamy sobie Polskę bez „Lidla” i „Biedronki”, na miejscu których powstałyby mniejsze sklepy prowadzone przez polskich przedsiębiorców? W tym miejscu trzeba sparafrazować Tadeusza Gluzińskiego: Tak, to wszystko jest możliwe. Trzeba tylko wyrzucić przysłowiowe „graty”, które przez tyle lat wkładano nam do głowy. Trzeba zmienić sposób myślenia o gospodarce: zysk nigdy nie będzie dla mnie celem samym w sobie. Pracuję po to, aby zapewnić mojej rodzinie godny byt, ale praca nie może zabierać mi czasu, który zaplanowałem dla Boga, dla rodziny czy dla przyjaciół. Najwyższą wartością doczesną jest dla mnie Naród, dlatego moja praca powinna przyczynić się również do poprawy standardów życia Polaków.
Bez względu na to jaka jest nasza opinia na temat programu gospodarczego RNR „Falanga”, to przyznać trzeba, iż działacze tej organizacji poświęcili mnóstwo czasu i energii na jego opracowanie. Nie ulega wątpliwości, iż los bezrobotnych oraz los zamkniętych w dusznych fabrykach robotników nie był im obojętny. Pamiętać należy, iż ogromny procent Falangistów stanowiła właśnie zbuntowana młodzież robotnicza. W tym miejscu pozwolę sobie na wyrażenie swojej prywatnej opinii (zastrzegam, iż mogę się mylić): etatystyczny program „Falangi” na chwilę obecną wydaje się być jedyną nadzieją dla Polski. Nie wchodząc w szczegóły, bo nie są one istotą mojego artykułu: nasz kraj zalany jest obcym kapitałem, przede wszystkim kapitałem niemieckim i amerykańskim. Konieczne jest, aby międzynarodowe korporacje straciły uprzywilejowaną pozycją, a na ich miejsce powstały przedsiębiorstwa państwowe. Powiedzmy sobie szczerze: nie jesteśmy jak Francuzi, którzy potrafią wyjść na ulice, kiedy dzieje im się krzywda. Oczywiście, mentalność ta może i powinna ulec zmianie, jednak na chwilę obecną zbyt mało jest w nas chęci do wychodzenia z inicjatywą. Zresztą nawet ideolodzy ONR „ABC” nie mieli wątpliwości, iż przedsiębiorstwa przynajmniej na okres tymczasowy muszą znaleźć się w rękach państwa.
W mojej opinii docenić należy osoby pokroju Witolda Rościszewskiego, który nie ogranicza się do krytyki kapitalizmu, ale proponuje również alternatywne rozwiązanie. Nie jest on jak socjalista, który chce budować przepaść pomiędzy przedsiębiorcą, a robotnikiem. Nie, dąży do tego, aby przepaść ta została zakopana. Stara się pogodzić interesy ich obu. Z jednej strony chce wziąć w obronę robotników, którzy w jego czasach byli klasą poszkodowaną, ale nie zapomina też o interesach przedsiębiorcy, który może napotkać się na pracowników leniwych.
Docenić należy również Mariana Reutta, który domagał się zniesienia stopniowego podziału na robotników i inteligentów. Oczywiście, podział ten siłą rzeczy istnieć będzie zawsze. Zawsze istnieć będą osoby pracujące umysłowo i osoby pracujące fizycznie. Nie oznaczy to jednak, iż praca fizyczna uważana ma być za mniej prestiżową. Nie, najważniejsze są cechy charakteru oraz zaangażowanie w pracy na rzecz Narodu.
I w końcu, docenić trzeba również program ONR „ABC”. Jan Korolec nie jest fantastą, ma świadomość tego, iż kreślona przez niego wizja przyszłej Polski jest tylko ideałem, który najprawdopodobniej nigdy nie będzie istniał. Dlatego Korolec chce oprzeć ustrój gospodarczy przede wszystkim na małych i średnich warsztatach, ale zdaje sobie sprawę, że muszą istnieć również upaństwowione, wielkie przedsiębiorstwa. Ponadto marzy mu się ustrój, w którym państwo tworzy jedynie warunki do rozwoju gospodarczego, a Polacy sami wychodzą z inicjatywą, ale zdaje sobie sprawę, że jest to trudne do zrealizowania. Musi istnieć również system nakazów i zakazów tworzonych przez państwo. A uspołecznienie? Jak już wcześniej zostało to podkreślone, w mojej opinii Polacy muszą do tego dojrzeć. Musimy stworzyć elitę, która zdolna będzie do zarządzania przedsiębiorstwem przy jednoczesnym dbaniu o dobro Narodu, nigdy o swoje własne interesy.
Godne uwagi jest to, iż choć kwestie gospodarcze stały się swego rodzaju kością niezgody i przyczyniły się do rozłamu wśród naszych przedwojennych Kolegów, to przecież z punktu widzenia czasu różnice nie wydają się być istotne. Zarówno Rossmanowcy, jak i Bepiści uważali siebie za katolików, chcieli, aby polska gospodarka opierała się na etyce katolickiej. Walczyli z wyzyskiem pracowniczym, odrzucali pojęcie „homo aeconomicus”, podkreślali, że człowiek ma w życiu wyższe cele niż zysk. Oba stronnictwa łączył antyliberalizm. Gdyby Jan Korolec (który nota bene nie odrzucał całkowicie wolnej konkurencji) i Marian Reutt żyli dziś pewnie pisaliby paszkwile na partię „Wolność”. A czy w przyszłości pracować będziemy w firmach państwowych czy w firmach uspołecznionych? O tym zadecydują ekonomiści. My dbajmy przede wszystkim o pracę nad sobą, nad zabijaniem w sobie „homo aeconomicus” (Gluziński twierdził, że taki człowiek nie istnieje, ale wydaje się, że my doczekaliśmy się jego narodzin). Jeśli jesteśmy przedsiębiorcami, spróbujmy, na miarę możliwości, wcielić w życie zasady proponowane przez Witolda Rościszewskiego. Jeśli jesteśmy szeregowymi pracownikami, przykładajmy się do swojej pracy, ale na comiesięczną pensję spoglądajmy nie jak na wartość samą w sobie, ale jako na coś, co pozwoli nam wypełnić obowiązki stanu (w tym wypadku utrzymanie rodziny), sprawić naszym dzieciom przyjemność, a także, w imię narodowego solidaryzmu, pomóc tym, którzy mają mniej niż my.
Małgorzata Jarosz
Bibliografia:
  1. J. Korolec, Konieczność głębokich przemian, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 5, s. 3-4.wróć
  2. J. Korolec, Rzemiosło, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 1, s.5.wróć
  3. J.Korolec, Kult bożków, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1936, nr 10, s.8-9.wróć
  4. J. Korolec, Wolna konkurencja czy ubezpieczenie ryzyka?, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1936, nr 9; s.8-9wróć
  5. J. Korolec, Formy interwencji państwa, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1936, nr 6; s.2- 3.wróć
  6. J.Korolec, Uspołecznienie kredytu, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 3; s.5- 6.wróć
  7. W. Zaleski, Nasz ideał społeczny, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1936, nr. 5, s.1-3.wróć
  8. T. Gluziński, Człowiek gospodarczy a gospodarz, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1936, nr.1; s.1-2.wróć
  9. W. Renke, O uprzemysłowienie wsi, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 5, s.7-8.wróć
  10. F.Stoch, Prawo wobec wsi, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 1, s.1-2.wróć
  11. W.Kwieciński, Podstawy ideowe naszego szpitalnictwa, „Nowy ład: miesięcznik polityczny” 1938, nr 1, s.3- 4.wróć
  12. M. Reutt, Kapitalizm na barykady, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 8, s.1.wróć
  13. M.Reutt, U podstaw gospodarki narodowej, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr. 5, s.3.wróć
  14. M. Reutt, Maszyna ma służyć człowiekowi, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 5, s.3.wróć
  15. W. Rościszewski, Kto nie pracuje, też nie je, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr.1; s.1.wróć
  16. W. Rościszewski, Organizacja załogi przedsiębiorstwa w ustroju narodowo- radykalnym, „Falanga: pismo narodowo- radykalne” 1937, nr 27; s.5.wróć
  17. C.Olszyna, Chłop- świadomym członkiem narodu, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 2, s.3.wróć
  18. M. Reutt, Robotnik – kowalem przyszłości Polski”, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 2, s.3.wróć