W 1992 r. wydana została słynna praca Francisa Fukuyamy (amerykańskiego politologa oraz filozofa japońskiego pochodzenia) zatytułowana The End of History and the Last Man. Na kartach tej książki autor nawiązując do poglądów Hegla dowodził, iż w pewnym sensie proces historyczny w dziejach ludzkości zakończył się wraz ze zwycięstwem demokracji liberalnej. Jako dowód empiryczny na swoje twierdzenie autor przytoczył przykłady upadu państwa socjalistycznych (transformacje ustrojowe w tzw. bloku wschodnim, rozpad ZSRS) i przejście tych państw na demoliberalny model ustrojowy. Fukuyama wskazywał także na powszechne dążenie ludzi do tej formy ustrojowej także w tych państwach, w których panuje autorytarna władza, we współczesnym świecie najczęściej o zabarwieniu socjalistycznym lub jak w przypadku Chin o mocno wolnorynkowym obliczu.

W świetle wydarzeń rozgrywających się od dwudziestu ponad lat od napisania tej pracy możemy zauważyć w świecie, iż wiele z tych twierdzeń zostało zweryfikowanych negatywnie dla podstawowej tezy autora o „końcu historii” i tryumfie demokracji liberalnej. Wiele z państw powstałych na gruzach imperium sowieckiego jedynie przejściowo dążyło do demoliberalizmu ostatecznie przyjmując za swój reżim polityczny – autorytaryzm. W krajach tych jedyne część społeczeństwa występująca przeciwko rządzącym utożsamia się z demoliberalnymi wartościami. Także wspomniana Chińska Republika Ludowa od ponad dwóch dekad na tle reszty świata (a szczególnie na tle dotychczasowych potęg, a więc Europy i USA) dynamicznie się rozwija doganiając, a z czasem może nawet przeganiając na wielu polach tzw. Zachód. Pod koniec 2010 r. światem arabskim wstrząsnęła fala protestów finalnie obalająca wiele z dotychczas rządzących tam reżimów autorytarnych. Wydarzenia te nazwane Arabską Wiosną wbrew nadzieją demo liberałów nie przyniosły tym krajom „błogosławieństwa” liberalnej demokracji. Obalano bowiem najczęściej przywódców autorytarnych, ale laickich mających swoje polityczne korzenie w arabskim socjalizmie. Fala protestów domagająca się wolnych wyborów w swojej większości odrzucała liberalny światopogląd, gdyż były to ruchy oparte o islam. Jeżeli więc spojrzeć na świat pod względem liczb i powierzchni okaże się, iż więcej ludzi na ziemi żyje w państwach mniej lub bardziej otwarcie autorytarnych, albo maskujących się jedynie z różnych względów pod maską demoliberalizmu.

Przytoczone powyżej przykłady nie mają służyć jedynie przypomnieniu pewnych zdarzeń ani oceny różnych reżimów i ich przywódców  jakie występują na świecie. Celem tego jest uświadomienie sobie, iż wbrew temu co często można usłyszeć i przeczytać demoliberalizm nie jest jedyną dopuszczalną i co więcej najlepszą formą doktryny politycznej.

Alternatywą w Polsce i Europie dla liberalizmu demokratycznego jest Narodowy Radykalizm. Liberalizm we wszelkich swoich odmianach ze swoim fetyszem wolności jest bowiem ideologią skrajnie indywidualistyczną stawiającą jednostkę i jej prawa ponad wszelką zbiorowość. Uczynienie z pojedynczego człowieka wyabstrahowanego z jego naturalnych wspólnot automatycznie czyni z niego absolutny punkt odniesienia refleksji nad porządkiem społecznym. W myśl tego ludzie są wyłącznie poszczególnymi jednostkami (atomami) ze swoimi indywidualnymi interesami. Jednostki te łączą się ze sobą z konieczności stanowiąc zbiór jednostek tworzących społeczeństwo, które musi być przez to pluralistyczne, a także gwarantujące równość wszystkim poszczególnym osobą, gdyż to pojedyncza osoba i jej wolność stanowi aksjomat państwa liberalnego. Oczywistą konsekwencją takiego rozumowania jest przyjęcie, iż państwo stanowi wyłącznie instrument służący interesom jednostek i stanowi jedynie formę stowarzyszenia takiego samego jak wiele innych do których jednostka może się „zapisać”. Jest ono wyłącznie akceptowane dopóty dopóki zaspokaja indywidualne poczucie bezpieczeństwa, z państwem tak rozumianym obywatela nie musi łączyć więc żadna głębsza więź (jest to wyłącznie forma umowy albo kontraktu). Taka forma państwa stoi w sprzeczności z postulowaną przez nas wizją państwa narodowego, a więc mającego za swoje podstawowe zadanie stanie na straży interesów narodu i działanie na rzecz jego rozwoju.

Jednakże w takiej wizji świata naturalne wspólnoty jak rodzina czy naród pozbawione są swojej roli lub przynajmniej zmarginalizowane jako forma dobrowolnych stowarzyszeń. Trudno jest więc mówić o narodzie myśląc o nim jedynie jako o dobrowolnej grupie składającej się z milionów jednostek posiadających często sprzeczne interesy. Jednostka może także ale nie musi czuć się członkiem narodu, czy poczuwać do jakichkolwiek innych więzi np. ze swoim regionem. O takiej przynależności stanowi wyłącznie jej wola. Jak więc widać ideologia ta stoi w sprzeczności z naturalnym porządkiem i zdrowym rozsądkiem, gdyż jak powszechnie wiadomo człowiek nie rodzi się jako abstrakcyjna jednostka, ale już od poczęcia stanowi część pierwotnych wobec siebie wspólnot takich jak rodzina i naród. Już w starożytności Arystoteles podkreślał społeczną naturę człowieka mówiąc, iż jest on „zwierzęciem politycznym”, a więc stworzonym do życia we wspólnocie. Także Katolicka Nauka Społeczna (KNS)  podkreśla fakt, iż człowiek jest istotą społeczną i w jego naturze jest konieczność istnienia we wspólnocie z innymi ludźmi („Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»” Rdz 2:18). Odrzucenie więc nadrzędnych wobec własnego interesów rodziny czy narodu prowadzi w konsekwencji do upadku fundamentów, na których zbudowana została nasza łacińska cywilizacja. Człowiek, który nie ma i nie musi mieć żadnych obowiązków wobec nacji może dokonywać wyborów sprzecznych z obiektywnym interesem narodu. Już samo to stwierdzenie stawia ideologie liberalizmu w całkowitej kontrze wobec myśli narodowej, która podkreśla pierwszeństwo interesu narodu jako całości nad interesami jego poszczególnych członków. Narodowy radykalizm nie neguje jednak potrzeb poszczególnych ludzi uznając bowiem za jeden ze swoich głównych założeń fakt, iż człowiek oprócz obowiązków wobec narodu ma także swój indywidualny cel, któremu powinien służyć, a którym jest zbawienie własnej duszy. Również zaspokojenie naturalnych potrzeb każdego człowieka (zarówno tych biologicznych jak i wyższych takich jak duchowe, kulturalne czy intelektualne) stanowi naturalne prawo uznawane przez myśl narodowo-radykalną.

Skrajna wolność człowieka odzwierciedla się również w niemal nieograniczonym prawie do własności. Oznacza to, iż jednostka nie tylko ma wyłączne prawo do niej ale również może z nią czynić wszystko to co zechce. Narodowy radykalizm również przypisuje człowiekowi prawo do posiadania własności, co więcej prawu takiemu przyznaje nie tylko ochronę, ale również gwarant prawidłowo rozwoju i bezpieczeństwa. Identycznie problem ten tłumaczy papież Leon XIII na kartach swojej encykliki Rerum Novarum, iż „celem, ku któremu bezpośrednio zmierza pracownik, jest zdobycie dobra materialnego i posiadania go wyłącznie jako swoje i własne”.  Dysponowanie własnością prywatną nie może jednak służyć przeciwko dobru narodowemu, naruszać interesów podmiotu jakim jest naród i jego członkowie i w niektórych sytuacjach może być ograniczone na rzecz dobra powszechnego. Podobnie KNS podkreśla, iż własność nie stanowi wartości absolutnej, gdyż pierwotnym i jedynym jej właścicielem jest Bóg, który powierza ją człowiekowi aby mu służyła („Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” Rdz 1:28). Cała więc nauka społeczna Kościoła, a także idea narodowo-radykalna podkreśla podstawowe prawo człowieka do własności, a nawet jego niezbędność w przeciwieństwie jednak do liberalizmu nie czyni z tego prawa absolutu.

Aktualny kryzys wartości europejskich (wartości cywilizacji łacińskiej nie zaś tego co dziś chce się tym mianem określać) wynika w dużej mierze z tryumfalnego pochodu ideologii liberalnej, pochodu który trwa od kilkudziesięciu lat. W dziejach naszej cywilizacji jest to więc jedynie fragment, który toczy ją na podobieństwo nowotworu. Uświadomienie sobie tego, iż nasz kontynent choruje i nieuchronnie przez to zmierza ku śmierci jest jednym z pierwszych kroków jakie należy podjąć calem przetrwania. Europejczycy, a w szczególności my Polacy musimy odrzucić fałszywe przekonanie o „końcu historii”, o tym, iż demoliberalny system polityczny jest najwyższym stadium rozwoju ludzkości (notabene identycznie jak w opinii lewicy miałby nim być komunizm). W dużej mierze atrakcyjność tej formy ustrojowej wiąże się głównie z prostym skojarzeniem demokracji liberalnej z państwami Zachodu, a więc z dobrobytem. Ten jednakże z każdy kolejnym rokiem na naszych oczach zaczyna maleć, a polityka uprawiana przez te państwa od dziesięcioleci nieuchronnie prowadzi je do upadku. Upadek ten może zwrócić ludzi w poszukiwaniu innych rozwiązań i na wzór społeczeństw europejskich po I wojnie światowej skłonić do przekonania o śmierci i końcu pewnej epoki, w tym przypadku epoki liberalizmu. Rozwiązaniem na ten problem nie jest jednak ucieczka w skrajnie przeciwnym kierunku wobec indywidualistycznego poglądu na świat jakim jest kolektywizm. Odpowiedzią na to jest narodowy radykalizm jako idea oparta na naturalnych wspólnotach, stojąca na ich straży i broniąca prawdziwej wolności człowieka, nie zaś bożka wolności. Francis Fukuyama pod koniec XX w. postawił tezę o końcu historii, my narodowi radykałowie na początku XXI w. musimy przyśpieszyć koniec historii… historii epoki liberalizmu i na nowo restaurować naturalny ład ludzki.

Artur Krzysztof Zienkiewicz

18 I 2015

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Wpisz swoje imię tutaj